PanPana losowe wycieczki w nowe nagrania

Dam sobie uciąć nie tylko rękę (doceńcie poświęcenie…), że na pierwszy rzut oka nie będziecie w stanie skojarzyć kolesia ze zdjęcia. Może to i dobrze, ale zaznaczam  też od razu, że to nic złego. Wszystko można bardzo sprawnie i szybko nadrobić, a okazja ku temu nasunie się już za kilka dni. Aha, i nie, nie jest to post traktujący o hip-hopowej płycie, chociaż i taki wątek delikatnie się tutaj przewinie.

Myślę, że na samym wstępie muszę się do czegoś przyznać i będzie to bardzo sprytne zagranie z mojej strony. W kolejnym akapicie oprócz szczerego wyznania dostaniecie przy okazji informację, która jest kluczowa w kontekście typa ze zdjęcia powyżej.

Mniej więcej jesienią zeszłego roku robiłem zakupy w jednym z polskich sklepów płytowych. Jego nazwy nie wymienię, bo już zdarzało mi się im słodzić*. Wiecie, nigdy mnie nie zawiedli. Dorzucając kolejne produkty do koszyka (m.in. wybitne Polo House) i ostatecznie przechodząc do kasy mogłem sobie wybrać kilka gratisów. Mój wybór padł na kilka pozycji, ale jedna z nich jest wyjątkowa. Do tej pory jej nie przesłuchałem**…

Wcale nie dlatego, że mam w dupie granie człowieka ze zdjęcia, który posługiwał się wtedy ksywą Radnom Trip, bo od takiego twierdzenia jestem bardzo daleko. Czekam po prostu na odpowiednią chwilę. Od kilku miesięcy. Poza tym logicznym się wydaje, że nie mógłbym tak po prostu hejtować kogokolwiek, komu był w stanie zaufać Noon, bo to właśnie w jego wytwórni – Nowych Nagraniach – w 2012 roku światło dzienne ujrzało s/t dzisiejszego bohatera.

Czytając noty prasowe oraz sprawdzając dwa-trzy kawałki, wiadomo że ma się do czynienia z elektroniką pełną eksperymentów, dubstepu, wonky i specyficznych sampli. Od takiego zbioru daleko nie uciekają czołowe postacie współczesnej hip-hopowej sceny, a w zasadzie czerpią z niej garściami. Uniwersalność potwierdza się po raz kolejny, bo i w tym przypadku… następuje zmiana konwencji i obrót o 180 stopni. Nie wiem czy na lepsze, czy na gorsze, ale na pewno więcej jak przyzwoicie trafia to w moje gusta.

Nowa płyta na dniach, ale już nie jako Random Trip, a PanPan. Laur jest mieszanką deep house’u, synthpopu oraz chilloutu z kilkoma momentami na pokładzie, które z powodzeniem powinny grać komercyjne rozgłośnie, m.in.: „Based on Facts” z gościnnym śpiewem Oly. oraz przede wszystkim „Kokon” z Natalią Lubrano (odbiegając trochę od tematu to w ogóle jej Miloopa ma u mnie problem z obroną po latach. Lubiane kiedyś Nutrition Facts obecnie bardzo mocno trąci wiadomym, a VERKE nie zdążyłem jeszcze kupić), który jest zarazem jednym z najlepszych polskich kawałków ostatnich lat. Naprawdę, dwa świetne letniaki, z czego ten drugi imponuje pod każdym względem. Klasa.

Im dalej tym może i trochę gorzej, ale… dalej dobrze, a nawet bardzo dobrze. Fantastyczna klubowa wycieczka, której nie powstydziliby się uznani światowi didżeje oraz kolejny dowód na to, że i nas, mimo niewielkiego zainteresowania, robi się muzykę, którą bez wstydu można pokazać poza granicami. Dobry przykład? „Trumpet to St Germain” z house’ową rytmiką i dęciakami będący parkietowym wymiataczem, który mógłby wyjść w obecnych czasach spod ręki kolesi odpowiedzialnych za The Detroit Experiment (tak, tak, dokładnie mam na myśli „Think Twice”).

Płyty słucham od kilku dni. Początkowo nie spodziewałem się, że będzie mi towarzyszyć aż tak często (gwoli ścisłości muszę napisać, że sprawiedliwie dzieli mój czas razem z Hawk House oraz tajemniczą epką, która sprawiła, że szczęka dosłownie opadła mi na podłogę, ale o niej soon) i znając życie niedługo pójdzie w odstawkę, ale powrót do niej jest więcej jak pewny. Radzę wypatrywać 20 czerwca, bo wtedy nie tylko grają Ruscy z Walią i Słowacy z Angolami, ale swoją premierę będzie miał także Laur***.

PS

A poniżej bardzo zgrabne przejście od „starego” do „nowego”.

* Asfalt Shop oczywiście!

** dziś wieczorem nadrobię. Miałem zostawić na jesień, ale może bym zapomniał, więc dla pewności Random Trip trafi pod igłę pomiędzy spotkaniami Rumunii ze Szwajcarią i Francji z Albanią.

*** oczywiście w żadnym wypadku nie jest to recenzja, a zapowiedź dobrej rzeczy, która spokojnie będzie miała u mnie 8.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.