Ostatni wyścig

gran turismo moje

Wczoraj pojawił się patch 2.16, który zmienił wszystko.

Najlepsze imieniny w życiu przeżyłem w 2005 roku. Od ojca dostałem wtedy jeden z najlepszych prezentów, jakie kiedykolwiek wpadły w moje ręce – PlayStation 2. Wtedy też kupiłem sobie kilka używanych gier, m.in. Gran Turismo 3, w którym straciłem kilkadziesiąt godzin życia. A może i nawet grubo ponad 100, co jest bardzo prawdopodobne.

Moja miłość z konsolami Sony zaczęła się jednak kilka lat wcześniej (pod koniec lat 90.), kiedy to z kilkoma kolegami graliśmy wspólnie u innych kolegów – najpierw na szaraku, później na czarnulce. Dominowały trzy tytuły: Tekken 3, wirtualna piłka (cisnęliśmy sporo w Fifę, PES’a i This is Football) oraz Gran Turismo.

Japońskiej bijatyki nie lubiłem nigdy. W ogóle nie lubię bijatyk, chociaż w Mortal Kombat lubiłem czasami zagrać. Piłkarskie gry wiadomo, ale to nie to samo, co gra na świeżym powietrzu z kumplami, w której główną nagrodą jest skrzynka piwa. A Gran Turismo lubiłem, i kiedyś byłem nawet w to dobry.

W jedynkę zagrywałem się sporo razem z koleżką. W dwójkę podobnie, ale już u innego kolegi, bo tamten już nie miał PSX’a (ale kolegą jest do tej pory!). Trójka to było crème de la crème gier wyścigowych (w ramach ciekawostki dodam, że inną grą z furami, która pochłonęła mnie tak bardzo jak koronna ścigałka na plejaka to Rally Championship na peceta). Czwórki chyba nawet nie liznąłem, natomiast piątka była mi obojętna.

Trzecią konsolę od Sony kupiłem razem z piątą częścią wyścigów od Polyphony Digital. Jest to dobra gra i tyle mogę o niej powiedzieć.  Tak po prostu – grałem w nią trochę z przymusu. Dobrze było sobie przypomnieć kilka starych tras, ten specyficzny model jazdy, dziwne, typowo japońskie, menusy itd., ale dla mnie to nie było już to. I na dobrą sprawę nie potrafię powiedzieć, czego oczekiwałem od tej gry? Może najzwyczajniej w świecie już z niej wyrosłem?

Wczorajszy patch usunął możliwość ścigania się online. Z tej opcji skorzystałem tylko raz – kolega zaprosił mnie do wspólnych wyścigów. On wystawił swoją Hondę Civic, ja Citroena C4. Poniosłem druzgocącą klęskę. Później nie korzystałem w ogóle z tej opcji.

Nie żałuję tej decyzji Sony. Mój romans z GT5 był tak krótki i tak fałszywy, że nie miało to najmniejszego sensu. Fajna była z niej babka, przeżyliśmy trochę rozkoszy, ale nasze charaktery nie szły ze sobą w parze. Jak w życiu, nie?

Tagi:
Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

2 komentarze

  1. Na zawsze w moim sercu Gran Turismo 2 będzie przełomową grą. Pierwsze auto – używana Honda Prelude w fiolet metalic, bawienie się z ustawieniami zawieszenia, męka podczas trasy „Tahiti” gdzie ostatni zakręt przed metą miał 120 stopni i trzeba było hamować tak aby pokonać szykane i jednocześnie nie stracć pierwszego miejsca. Już nawet nie wspominam o 72 okrążeniach w Seattle w białym Mitsubishi Lancer 7.

    O koszmarze w postaci zaliczeń na Laguna Seca w tylnio-napędowym Dodge Viper GTS już nawet nie piszę, bo to koszmar każdego kto wyrzucił setki godzin w tą grę…

Zostaw odpowiedź