Ostatni dzień, ostatnia noc

bench-cigarette-man

Nie mam ostatnio szczęścia do naszej rodzimej prasy. Mogę już polegać tylko na jednym tytule – „PSX Extreme”. Dzisiaj jednak nie o nim.

Jedynymi pismami, które kupowałem regularnie były „Mecz. Magazyn Ligi Angielskiej” i „PSX Extreme”. „Playboy” oczywiście był zależny nie tylko od rozkładówki, ale też tekstów, które się w nim znajdowały, więc dwóch numerów z rzędu czasopisma Hefnera nie kupiłem. Sorry, Hugh. Ty zawsze masz jednak jakieś fory u mnie. Skończyły się one natomiast u tego pierwszego z wymienionych.

Pojutrze idę i kupuje ostatni swój numer „Meczu”. Zrobiłbym to nawet jutro, ale umówiona wizyta u dentysty skutecznie pokrzyżowała mi wiele planów i bardziej obawiam się o swoją szczękę niż o to, że już nigdy nie kupię specjalistycznej prasy poświęconej w 100% mojej ulubionej lidze. A o tym, jak bardzo lubię Premier League wiecie doskonale.

Kilka dni temu Przemysław Rudzki, naczelny czasopisma, obwieścił na słusznym medium społecznościowym, że jego „dziecko” zmienia profil.

rudzki 1

„Obcy” ludzie mają poczuć frajdę z czytania magazynu? Naprawdę? To już ideały, które zakładały, że ma być to skonkretyzowane pismo skierowane do odpowiedniego i wiedzącego czego chce odbiorcy już nie wystarczą? Byłbym w stanie uwierzyć w przysłowiowy skok na kasę, ale sorry, nie tym razem. Na tym się nie da raczej zarobić, chociaż co ja tam mogę wiedzieć. To tylko moje domysły. Typowo piłkarska prasa cały czas istnieje, różny jest jej poziom, ale ten miesięcznik wyróżniał się swoją tematyką, a w zasadzie jej sprecyzowaniem. Teraz stanie się kolejnym pismem, jednym z wielu, które będzie musiało walczyć o czytelnika. Nowego, bo wielu starych, takich jak ja, odejdzie bezpowrotnie. Bez sprawdzania zawartości nowego tworu.

Szczerze mówiąc przypomina mi to status „Piłki Nożnej”, która po tych wszystkich zmianach wygląda jak wygląda i zawsze będąc w salonie prasowym zastanawiam się kto to kupuje. I jakoś nie widzę, żeby w moich dwóch-trzech ulubionych miejscach przeznaczonych do kupowania prasy to czasopismo znikało. Na półkach jest cały czas ten sam stos tego towaru…

rudzki 2

Czyli to, że pokochaliśmy „Mecz” i nie chcemy żadnych zmian nic już nie znaczy? Myślałem, że każda twórczość jest robiona zarówno dla siebie samego jak i dla odbiorców, a zwłaszcza prasa. Ta walka czytelników oznacza tylko, że było i jest o co walczyć i mało kto chce takiej zmiany. To już nic nie znaczy?

Ja poczułem się oszukany, sorry. To jest tak jak z pewnym kioskiem u Łony. Był i go nie ma. Tak jest w moim przypadku z „Meczem”. Siądę na ławce, jak ten gość ze zdjęcia, i przeczytam ostatni kupiony przeze mnie numer. Fanem byłem wiernym i zawsze go broniłem, nawet jeśli ktoś wytykał mu mnóstwo błędów na każdej płaszczyźnie. You’ll never walk alone, ale nie tym razem… 10 numerów zachowam dla potomnych. Od 11 zaczyna się nowa historia. Bez mojego udziału.

Zdjęcia/photos: Smoking on bench via splitshire.com CC0

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.
  • Kupowałem nieregularnie (bo dobra strona lub społeczność fanów zastępuje artykuły prasowe w sposób dla mnie wystarczający), lubiłem, nie mam jednak żalu i nie czuję się oszukany – jakoś tak naiwnie sądzę, że pozwoli to na zachowanie najlepszych i najbardziej soczystych tekstów, a wyeliminuje zapychacze, których miejsce zajmą kolejne najlepsze i najbardziej soczyste teksty, tyle że o innych ligach. Co też będzie dla mnie ciekawe, bo oglądam tygodniowo 3-4 mecze i wszystkie one rozgrywają się na angielskich boiskach 😉

    • Każde czasopismo ma zapychacze, ale o różnym poziomie. Mnie bardziej zastanawia co lub kto stoi za zmianą kierunku. $$$

      • Teraz może być tak, że zapychaczy nie będzie, a jeżeli już – stały będą na znacznie wyższym poziomie. Za zmianą kierunku stoją zielone, ale o to już pretensji nie możemy mieć do nikogo – bywa tak czasami, że produkt nie wpasowuje się w rynek i jakaś grupa czytelników po roku (w tym przypadku po kilku miesiącach z tego co pamiętam) będzie zawiedziona, ale lepiej chyba starać się uratować to, co zostało już zrobione, niż całkowicie spisać projekt na straty 🙂