Nomenklatura żulerska

zule

Nie, nie jest to w żadnym wypadku prześmiewczy wpis! Jeśli myślisz inaczej, nie klikaj dalej. Wchodzisz na własne ryzyko.

Są różne grupy społeczne. To wie każdy. Każdą należy szanować, niezależnie od tego, czy komuś się to podoba czy też nie. Jest jednak taka grupa, która mnie czasami przeraża, ale jednocześnie sprawia, że uśmiecham się na samą myśl o niej. Żule.

To jest wpis, w którym wspomnę o pięciu najbardziej pamiętliwych określeniach i epitetach, które padły pod moim adresem, kiedy zostałem poproszony o, a jakże!, pieniądze. Czasami umiejętności dyplomacji tych ludzi, potrafiły sprawić, że przychyliłem się nad prośbą i wyciągnąłem z portfela złotówkę albo i dwie. Najczęściej proszący odchodzili jednak z kwitkiem…

Zdarzyły mi się sytuacje, że jedni chcieli ode mnie wziąć kasę, natomiast inni… pożyczyć. Cóż. Różne są przypadki. Stawiam dużą flaszkę, że i wy z czymś podobnym się w życiu spotkaliście. A z iloma spotkaliście się przypadkami podobnymi do moich?

1. Książę

Tak, byłem kiedyś księciem i podejrzewam, że nawet zdarzyło mi się to niejednokrotnie. Nie wiem czemu zostałem tak nazwany. Ani nie imponuję aparycją godną włoskim amantom z Wenecji czy Genui, ani strojem tak eleganckim jak te z Wersalu, ani już tym bardziej szlachetnym pochodzeniem. Nie sprawiło to jednak, że byłem w stanie powierzyć moje pieniądze w „dobre ręce”, mimo zapewnień, że zostaną „dobrze spożytkowane”. Nawet było mi trochę miło.

2. Kawaler

„Przystojny kawalerze” – żulerski klasyk. Spotkałem się z tym nie tylko ja, ale i spora gromadka moich znajomych. Określenie padające najczęściej z ust płci pięknej. Ust takich, z których razem z wypowiadanymi słowami, czujesz odór wczorajszego obiadu pomieszanego z Córką Rybaka. Zdarzyło mi się to niejednokrotnie i nigdy nie dałem się na to złapać. Nawet wtedy, gdy zostałem poproszony o dodatkowy „bonus” na bułkę. Samą, bez dodatku masła (o margarynie nie wspomnę, bo to nie ten budżet).

3. Ziomal

Kolejny klasyk. Ziomalem jest każdy, kto ma kasę. Nieważne ile, ważne że ma i być może będzie w stanie coś dać. Jak nie dasz, to już nim nie jesteś. Zostajesz wtedy frajerem, pedałem, ciotą, szmaciarzem i nie wiadomo co jeszcze. Takich epitetów w swoją stronę posłuchałem całe mnóstwo i jakoś nigdy się nie zasmuciłem.

4. Pan

Panem jesteś do czasu, kiedy da się z tobą prowadzić jakiś dialog. Zaczyna się najczęściej od „przepraszam pana bardzo”, potem padają magiczne słowa a’la „potrzeba mi coś na kaca” bądź „poratuj pan”. Raz mi się zdarzyło coś podarować – gość powiedział wprost, że ma dużego kaca i musi się napić piwa. Dodał: „jest pan moją ostatnią nadzieją”. Przeznaczenie, a jego nie oszukasz.

5. Senator

A to jest już dla mnie klasyk absolutny. Przypominam sobie o nim zawsze, kiedy chcę sobie poprawić humor. Wyszedłem z jakiegoś sklepu. Obok niego stał jegomość w okolicach 50 lat i bez skrępowania rzucił: „senatorze, potrzebuję trochę kasy. Resztę odeślę pocztą”. Nigdy tej reszty nie dostałem, ale samo to, w jaki sposób zabrzmiało z jego ust drugie zdanie, sprawiło że nie zapomnę tej historii nigdy. Nie mam pojęcia, dlaczego też zostałem „senatorem”?

A wy? Macie podobne historie?

Zdjęcie: [1]

PS

Zapraszam do śledzenia moich kont na Facebooku, Twitterze oraz Instagramie, gdzie codziennie pojawiają się nowe treści.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.
  • Maciej Blatkiewicz

    Dobry tekst. Mnie jednak zawsze bardziej śmieszy to, jak żule mówią o sobie. Ostatni hit: „Ja jestem profesorem. Neurochirurgi. Od wczoraj. I dlatego piję”. ; )