Nie jest nam po drodze

morning

V. była piękną kobietą. Mimo upływu lat jest nią nadal. Zachwycają się nią wszyscy.

Jest tak piękna, że każda inna patrzy na nią z zazdrością. Zazdrości jej urody, talentu, ukrytego zniewalającego piękna i tego „czegoś”. Ci, co nas ze sobą poznali powiadają, że nie dorosłem do tego, żeby z nią być. Nie mam jaj, żeby z nią przebywać w jak najbliższej i najlepszej relacji. Wiecie, takiej typowej mężczyzna – kobieta (albo kobieta – mężczyzna jak kto woli). Wielokrotnie nie wykorzystałem swojej szansy wobec niej, myślę też, że ona robiła to wiele razy wobec mnie. Nie zrozumieliśmy się nawzajem. Nie jest nam po drodze.

Wszyscy do niej wzdychali. Słyszałem o tym w dawnych czasach, zanim poznałem ją osobiście. Nie znałem jej, ale wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Większość z tych, którym ufam, których cenię i których lubię nie może się mylić. Byłem młody, było to wiele lat temu, nie rozumiałem jeszcze ukrytego piękna, a może tak sobie tylko mówię, bo nie potrafiłem go znaleźć. Czasami mam wrażenie, że jestem bardzo wymagający albo najzwyczajniej w świecie ciężko mi dogodzić. Z V. jest tak, że te dwie sprawy idą ze sobą w parze. My do siebie nie pasujemy.

Nie mam problemu z tym, że cały świat stoi za V. Oni ją wielbią. Ona wygląda tak, jak Monica Bellucci idąca wąskimi uliczkami maleńkiego toskańskiego miasteczka. Kobieta idąca ciasnymi dróżkami, której sylwetkę rozświetlają tylko raz na jakiś czas promienie słoneczne wpadające pomiędzy ściany a jakieś małe przechodniaki, które prowadzą tak naprawdę donikąd. Jak już jest to patrzą na nią wszyscy – i młodzi, i starzy. Młodzi sobie myślą, co by było gdyby, a starzy, czego nie zrobili kiedyś, żeby tak wyglądać jak ona teraz albo żeby z nią być.

Dwa dni temu spędziłem bardzo dobry męski wieczór. Ostatnie piętro bloku, warmińska ziemia, balkon, szklanka whisky i persona, którą znacie. Gość, którego może kiedyś czytaliście i słuchaliście w radiu. Znamy się od dawna, widzieliśmy się raptem parę razy, ale między nami jest taka „prawie” przyjacielska chemia. Jak przystało na facetów rozmawialiśmy o wszystkim, a zwłaszcza o kobietach. W pewnym momencie nasza rozmowa zboczyła na temat V. Powiedziałem Michałowi, że jest dla mnie suką. Próbowałem wiele razy, ale nie mogę jej zrozumieć. Odrzuca mnie za każdym razem.

Michał oczywiście się nie zgodził. Jest jednym z tych, którzy ją kochają. Znamy też osoby, które darzą ją taką samą miłością jak on, ale nie znamy nikogo, kto gardzi nią tak samo jak ja. A może nawet nie tyle co gardzi, bo to zbyt duże i mocne słowo, ale jej nie rozumie. Tak po prostu. Nie wie co ona chce mu przekazać, dlaczego robi to tak, a nie inaczej. Michał i reszta wiedzą. Ona ich zauroczyła, a potem sprawiła, że się w niej zakochali. Ja się oparłem jej urokowi.

Nie każdy może ją mieć tylko dla siebie, aczkolwiek nie jest to nadzwyczaj trudne. Wszystko można kupić, tak jak ciebie, droga V., ale miłości do ciebie już nie. Masz piękne imię – Voodoo – ale powiem ci w tajemnicy, że kiedyś strasznie się bałem twojego ojca. Wielkiego, dobrze zbudowanego skurwiela, którego nazywali D’Angelo. Przykro mi, bo tobie na pewno wcale – nie możemy być ze sobą. Nie jest nam po drodze.

Zdjęcia/photos: sandymanase.deviantart.com

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

2 komentarze

Zostaw odpowiedź