Nie będzie to ściśle tajne

ss

Pamiętacie pierwsze, skądinąd świetne, 2cztery7 i taki tekst „Długo czekałem na ten moment / Czas to najmocniejszy oponent / Ale teraz jakby zastygł, potem go dogonię / Długo czekałem, żebym mógł / Wreszcie usiąść tu, odetchnąć znów”? Nic tak idealnie nie oddaje klimatu powrotu „Secret Service” na rynek jak refren Mesa.

Gdy ten moment już nadszedł, podniecenie wielu sięgnęło zenitu. Wielu wsparło projekt na PolakPotrafi.pl, m.in. moja skromna i nikogo nie obchodząca osoba. Niektórzy z nich poczuli się jednak jak osoby drugiej kategorii, ponieważ jeszcze nie otrzymali pisma. Jest to dość dziwne, ponieważ powinno to być obowiązkiem wydawców, żeby ci, którzy reanimowali tego trupa, dostali go przed resztą. Doszło nawet do tak patowej sytuacji, że sporo osób na początku tygodnia poszukiwało pisma w kioskach i w wielu przypadkach zostało odprawionych z kwitkiem. Nie dlatego, że punkty sprzedaży go nie otrzymały, ale dlatego że zostało wykupione. Temat się kręci, zainteresowanie jest olbrzymie, marketing szeptany (i nie tylko on) zrobił swoje. Fenomen.

Nie oczekiwałem wielkich cudów. Chciałem po prostu otrzymać dobre pismo, które mógłbym kupować regularnie, a jeśli nie, to takie, które raz na jakiś czas mogłoby wpaść w moje ręce, i którego nie czytałbym bez zażenowania. Chciałem powrotu fajnych czasów, chciałem oldschoolowej szaty graficznej, chciałem obszernego działu retro. Najważniejsze – chciałem jakości, do której zobligowali się twórcy. Co z tego dostałem? Niewiele.

Wersje kioskowa i kolekcjonerska różnią się okładką i o wiele korzystniej wypada ta limitowana. Żywcem wyjęta sprzed kilkunastu lat, co mi się strasznie podoba i od razu zwraca na siebie uwagę. Wiecie, ja jestem oldschoolowcem pod tym względem, dlatego „tamta” estetyka i design są dla mnie znaczące. Ta nowa – nic nadzwyczajnego. Ot, kolejne pismo o grach i pokrewnych rzeczach. Taki cover, który idealnie pasuje do współczesnych czasów. Dodatkowe strony też nie są czymś nadzwyczajnym ale jest to miły akcent.

Nienawidzę takiego papieru, na którym został wydrukowany „Secret Service”. O ile ten na okładce mi nie przeszkadza kompletnie, ponieważ wolę jak jest to bardziej tekturowe niż papier toaletowy, ale ten w środku kompletnie do mnie nie przemawia. Nienawidzę takiej gramatury – jest to dla mnie niewygodne. Idealnie wpasował w moje gusta kilka miesięcy temu „PSX Extreme”, który oprócz w miarę wysokiego poziomu merytorycznego, designu itd. posiada również świetny papier. Nowe „SS” jest kompletnym zaprzeczeniem magazynu Butchera i ekipy. Sorry, ale muszę to napisać – pod każdym względem.

Poziom merytoryczny jest co najwyżej średni i to jeszcze w porywach. Uwierzcie, że co prawda znalazłem dla siebie tutaj kilka artykułów, ale ŻADEN nie przykuł mojej uwagi na dłużej. Mało jest dobrych tekstów, natomiast wiele jest marnych i takich, które nigdy nie powinny się ukazać. Przepraszam, ale chyba nie tak to miało wyglądać.

Dzięki reaktywowanemu „Secret Service” przeczytałem jeden z najgorszych wywiadów w życiu: z Jimem Ryanem. „Nie wypada zadawać nietypowych pytań” – czyli już na starcie rozmowa jest skreślona, bo nie dowiem się nic ciekawego. Po jaką cholerę jest tu recenzja Brothers: A Tale of Two Sons?! Ciężko było też się przygotować do napisania tekstu o Zaginięciu Ethana Cartera? O berlińskim muzeum gier (byłem, polecam) czytałem niedawno na Polygamii. Dziewczyny, które wpłynęły na branżę gier to nic odkrywczego – wiadome od dawna.

Jest dużo zdjęć słabej jakości. Szata graficzna nie przemawia do mnie do końca. Styl pisania starych wyjadaczy jest mi znany, tylko że wątpię, żeby trafił on do młodszych odbiorców. Za dużo błędów, za dużo słabych i nieśmiesznych tekstów.

Plusy? Tekst o D&D i to, że pismo w ogóle wróciło. Nie ma tego dużo, co? Radzę się zastanowić zanim kupisz, o ile w ogóle dostaniesz.

Nie jest dobrze, ale nie ma taż aż tak wielkiej tragedii. Jest po prostu źle. Wiadomym było, kto kupi pierwszy numer, pytanie kto kupi następny? Ja zastanowię się dwa albo trzy razy, a jeśli nie zdecyduję się na wydanie pieniędzy na numer 98 to kupię jakiś archiwalny, którego mi brakuje. Nie tak to miało wyglądać.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.