Moment prawie przełomowy

Coca_cola_world_cup_1998

Niebywale szybko zleciało. Dzisiaj mija równe 17 lat od wydarzenia, które być może w pewnym stopniu zaważyło na tym, kim jestem.

Było to 12 lipca 1998 roku o godzinie 21:00. Miałem 11 lat i zasiadałem na kanapę wraz z ojcem tylko po to, żeby obejrzeć swój pierwszy finał mistrzostw świata. Pamiętam ten mecz i aurę wokół niego doskonale. Nie będę trzymał się teraz tutaj suchych faktów, bo nie ma to najmniejszego sensu. Każdy zna wynik, problemy Ronaldo i wie, że Zidane na poważnie zaczął się właśnie wtedy.

Finał finałem, ale w ogóle pamiętam cały mundial doskonale. Z wszystkich 64 spotkań nie zdołałem obejrzeć tylko jednego: Bułgarii z Paragwajem, bo z tego co pamiętam zatrzymały mnie jakieś obowiązkowe zajęcia w szkole (a przywagarować trochę się jeszcze wtedy bałe). Jakiś czas później postanowiłem, że nie obejrzę tego spotkania już nigdy. I wiecie co? Trwam w tym postanowieniu i chyba już tak zostanie. Ten mecz to dla mnie mistyczna sprawa.

Otwarcie. Szkocja z Brazylią. Miałem biały tydzień związany z komunią, ale z ówczesnym ziomkiem stwierdziliśmy, że futbol jednak jest ważniejszy. Nie pamiętam tylko czy nie poszliśmy na te „uroczystości” czy po prostu zerwaliśmy się wcześniej. Dobrze się zaczęło i dobrze się skończyło, bo finał to taka moja mała osobista wisienka na torcie. Multum wspomnień, nostalgia za doskonałymi czasami i jeszcze ten brak świadomości, że ktoś kilka tysięcy kilometrów ode mnie nagrywa jedne z najważniejszych płyt w moim życiu. Ale to już temat na inną historię.

Nie żegnam was jak Zidane z byka, ale pomyślcie sobie ile paradoksalnie mieliście tak ważnych momentów, jak ja ten 12 lipca 1998 roku. Ile?

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.