Matt Murdock

sprawiedliwość

Spedalony nerd w modnych okularkach. Nieznający życia buc, oceniający coś bez przesłuchania. Lamus, idiota, ofiara losu. Gość, którego dziewczyna woli oglądać „Grę o Tron” zamiast randki z nim. Miło mi.

Matt Murdock w tytule posta nie pojawia się przypadkowo. Odmieniec. Sądzony, ale też samemu wymierzający sprawiedliwość. Mocno nerdowska persona, zanim modnym stało się określenie „nerd”, nie tylko wśród postaci, które znają go z kart komiksów (a oni lubią przecież taką sztukę). Prawie wszystko można by było do mnie podpasować, bo osądzałem, a teraz sam jestem sądzony. W przeciwieństwie do Daredevila – mam to w chuju.

Pamiętam jak za moich nie tak dawnych przecież czasów nauczyciele narzekali, że ludzie mają ogromne problemy ze zrozumieniem tekstu. I niestety jest to dalej aktualne, bo wczorajszy film Yurkoskyego z moim udziałem dał ku temu mocny sygnał.

Ladies and gentleman. Albo zmieniamy system edukacji, albo kretynizmu wyleczyć się nie da, rozkładamy ręce i patrzymy się bezradnie w ekran lub siną dal. Oczywistym jest, że każda twórczość zawsze trafia pod osąd. Artysty, „artysty”, blogera, „blogera”, dziennikarza, „dziennikarza” itd. Ja osądzam, bo mam do tego święte prawo. Jak każdy, niezależnie od głoszonych osądów. Mam czterocyfrową liczbę płyt na półkach, nawet ludzi, których twórczości po prostu nie znoszę. Mam pasję, która pozwala mi do nich docierać i wyrabiać w dalszym ciągu gust. Mam też taką pasję, która nie pozwala mi sprawdzać wszystkiego, co „wypada”. A wiecie czemu? Bo mam to w chuju. Najzwyczajniej w świecie. Tak samo, jak w chuju mają mnie ci, którzy mają mi za złe, że nie sprawdziłem i nie sprawdzę nowego albumu Trzeciego Wymiaru. Tak samo jak w chuju mam beef raperów pokroju Filipka i Koldiego (z całym szacunkiem dla nich, ale nie znam ich twórczości zbyt dobrze, a sam konflikt mnie do tego nie zachęcił). W chuju mam 95% polskiej sceny, tak jak w chuju mnie ma 99,999999% ludzi stojących po przeciwnej stronie barykady. I każdy ma prawo także mnie osądzać, ale ludzie, litości, jak ktoś odbiera zdanie brzmiące mniej więcej tak: „nie przesłuchałem, bo mi się nie chce albo nie mam potrzeby” jako OSĄD to z owym chujem się na mózgi pozamieniał.

Ignorancja? Skądże znowu. Bo jeśli takową miała by być, to jak miałbym wśród krzykaczy nazwać brak znajomości asfaltowej Enigmy, Trials X, „Muzyki, Blantów i Słodyczy” itd. A i znam takich, dla których brak znajomości pierwszego solo Tedeusza to „nic złego”. W takim razie moja ignorancja jest niczym wielkim w porównaniu do takich rzeczy, a osobiście takową by było dla mnie gdybym codziennie nie sprawdzał takich serwisów jak HipHopDX, okayplayer, Pitchfork, SLG, Potholes In My Blog, UCTL, Pigeons & Planes czy blogów i fanpejdży kilku znajomych, a zamiast nich siedział na Popkillerze czy Glamrapie w poszukiwaniu newsów pokroju wspomnianego już beefu. Dla mnie to jest ignorancja i zastępowanie rozsądnej treści gównem płynącym szerokim strumieniem.

Ignorancją byłoby dla mnie także nie sprawdzenie w maju A$APA Rocky’ego, Chance The Rappera z ekipą, Jupiter Jaxa, Oddiseego, kilkanaście zajebistych mixów, audycji „Purpurowe Rejsy” itd. Ignorancją byłoby pominięcie tak świeżych materiałów jak te kilka polskich płyt, o których wspominałem w filmie u Filipa z Fonoteką na czele. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie pograć w Wiedźmina albo nie poczytać „Polski Hip-Hop Posiada Wiele Twarzy” tylko dlatego, że wypada mi sprawdzić Trzeci Wymiar czy coś innego, które mam… wiecie gdzie. Za dużo słuchałem w maju Leona Vynehalla czy ostatniego Ghostpoeta i serio, ale jeśli musiałbym ich zastąpić czymś tam to… Sam nie wiem co. Szkoda mojego cennego czasu na sprawdzanie większości polskich płyt, które zdobywają złoto albo są ku temu bliskie. Te, które są tego warte omawiam tutaj, na FB albo wspomnę o nich na koniec roku.

Każdą rzecz, którą chwaliłem – pochwaliłem nie bez powodu. A że są mniejsi od kogoś tam? Zgadnijcie gdzie to mam. Nie ma producentów w „Antologii Polskiego Rapu”? Nie ma X czy Y na liście 120 najważniejszych polskich płyt hip-hopowych na T-Mobile Music? Bartkowski czegoś nie posłuchał albo coś ma w chuju? Cytując klasyka: sorry, taki mamy klimat. Wiecie jednak co? Z jednym muszę się zgodzić. Mam przerośnięte ego i tutaj trafił ktoś z komentarzem w sedno.

PS

A Kaz Bałagane jeszcze bardziej spoko niż mi się wydawało. Bilona też na pewno sprawdzę. Reszta? „:)”

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź