Małach „Wrrr”

Lepsza część stołecznego duetu daje nadzieję na dobry solowy album.

Wczesne płyty Małacha z Rufuzem były dla mnie przeraźliwie nudne. Niczym nie wyróżniające się z tłumu wszystkich tych, którzy próbowali być quasi Hemp Gru bez hempu.

Wiele zmieniła świetna zeszłoroczna MetRyka, która dla mnie była kozackim albumem i warszawską ulicą w wydaniu, które lubię najbardziej. Żebyśmy dobrze się zrozumieli – ona była taka sama jak wcześniejsze produkcje, ale rok temu duet nagle wspiął się kilka poziomów wyżej.

Podobnie z solo Małacha – Proverbium. Płyta z kręgu ważnych tylko dla twórcy, jednak z momentami, które dawały nadzieję na lepsze rzeczy. I proszę – właśnie pojawił się singiel bardziej uzdolnionej połówki duetu. Raper na „Wrrr” zostaje w domu, nie chce mu się wychodzić na ulicę i daje to do zrozumienia na nieprzekombinowanym beacie Zbyla. Zarówno kawałek, jak i klip są zrobione z pomysłem – bez nadęcia, w klasycznym stołecznym stylu, jednak bez potrzeby krycia Hammeritem i udowadniania na siłę, że istnieją inne instrumenty niż pianino.

Siedzę w mieszkaniu, awizo ląduje w skrzynce, kurzu też trochę więcej się robi. Też nie jestem zadowolony, dlatego „Wrrr” kupuję, trzymam kciuki i wyczekuję Bartka. Gościnnie Ero, Rufuz, KęKę, Paluch, Shellerini, Zbuku, Grizzlee, a na podkładach Szwed SWD, Magiera, 2Check, PSR, Zbylu i sam Małach. Premiera 5 czerwca, do zamówienia tutaj.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź