Madchester, Sadchester, Badchester. Albo jeszcze gorzej

manu oldtrafford

Ja tam się tego nie spodziewałem. Wierzcie mi, byłbym jedną z nielicznych osób, które dały by jeszcze Moyesowi sezon.

W żadnym wypadku nie życzę źle ani Davidowi Moyesowi, ani tym bardziej Manchesterowi United, do którego mam jakąś tam sympatię (wiecie, finał Ligi Mistrzów w 1999 roku oglądałem na żywo i to było przeżycie podobne do tego, które dał mi Liverpool 6 lat później. A przypomnijcie sobie jeszcze magiczne 7:1 z AS Romą na Old Trafford – ich naprawdę da się lubić). Domyślam się, że wszyscy przeciwnicy ManU chcieliby, aby rządy Moyesa trwały w Manchesterze jak najdłużej, bo to by było dobre dla klubów, którym kibicują ale…

Madchester

Tak, uwielbiam ten gatunek muzyki, ale o tym może kiedy indziej. Już dwa-trzy sezonu temu w moich rozmowach z przyjaciółmi był poruszany temat następcy sir Alexa. Najczęściej padały dwa nazwiska: Davida Moyesa i Franka Rijkarda. Można sobie pogdybać, jak wyglądałby dzisiejszy ManU za sterami Holendra, ale patrząc na robotę wykonaną przez Szkota, śmiem twierdzić, że o wiele lepiej. Styl preferowany przez byłego piłkarza Milanu mógłby się idealnie wpasować pod umiejętności Rooneya, Maty i Januzaja. Ale to tylko gdybanie. Te kilka lat temu najbardziej rozsądną opcją, wydawał mi się szkocki manager z Goodison Park.

Wtedy mogło się to wydawać szalone: Moyes i Rijkard?! Ale pamiętam doskonale, że angielskie brukowce już coś przebąkiwały na temat zatrudnienia ówczesnego coacha Evertonu na  stanowisku głównodowodzącego Czerwonych Diabłów. Cóż, dzisiaj wiemy, że człowiek z Merseyside powierzonemu zadaniu nie podołał.

Badchester

To był zły Manchester. Kompletnie inny od tego, do którego zdążył wszystkich przyzwyczaić sir Alex Ferguson. Bezpłciowa drużyna przypominająca marny zespół z Ekstraklasy, który gra przeciwko swojemu trenerowi vide Wisła Kraków z Danem Petrescu na ławce. Oglądało się to źle. Nie było pomysłu na grę, zwodnicy nie wiedzieli co mieli robić na boisku. Brak lidera z prawdziwego zdarzenia. Takiego, który mógłby podnieść zespół na duchu w trakcie i po meczu. Kilku aspirujących do tego miana nie dało rady. Wayne Rooney myślący bardziej o nowym kontrakcie, Juan Mata chyba trochę przybity odstrzałem przez Mourinho, młodziutki Januzaj. Odpuszczający powoli Giggs, Vidic i Ferdinand. Słabo przyjęty Fellaini i niespełniony Kagawa…

Przespany okres transferowy. Manager przyzwyczajony do tego, że każdego pensa ogląda kilkanaście razy z każdej strony, dostał tym razem gigantyczny budżet i dopiero pod naciskami kibiców kupił swojego człowieka z Evertonu, który na razie się nie sprawdza.

Ten sezon był zły. Bardzo zły. Piszę tu w czasie przeszłym, bo już nie da się nic uratować. Nawet jeśli jakimś cudem United awansują do Ligi Europy kosztem Tottenhamu, to i tak nie będzie to sukces, na miarę ich ambicji. Odkąd „świadomie” interesuję się piłką nożną, czyli jakieś 16-17 lat, mało przeżyłem przypadków, gdzie wielka drużyna notowała tak fatalny sezon. Owszem, zdarzało się: Barcelona, Milan, LFC czy nawet Bayern Monachium, ale one zaraz się odradzały. Ciężko tylko stwierdzić, że historia się powtórzy i podobnie będzie z Red Devils. Pięknie do czołówki wskoczył Liverpool, wielkie ambicje mają Arsenal, Spursi i Everton, Chelsea i Manchester City nie odpuszczą. Sześć czy siedem zespołów bijących się o całą pulę w Anglii i być może w Europie. Za rok okaże się czy to, co zostawił po sobie Szkot, pozwoli United znaleźć się w tym gronie.

Sadchester

Smutno jest nie tylko tym, którzy żyją na co dzień tym klubem. Smucić się powinni wszyscy ci, którzy są spragnieni dobrej piłki. United pod rządami Moyesa w tym sezonie miało raptem kilka zrywów i nic ponadto. Nie przypominam sobie, żeby rozegrali choć jeden, bardzo dobry mecz, z rywalem z najwyższej półki. Brakowało mi tej odwiecznej rywalizacji jak równy z równym z Arsenalem i zwłaszcza z Liverpoolem. Mecze z City czy Spursami w wykonaniu Rooneya i spółki też nie zachwycały.

Nad rzeką Irwell jest smutno, ale warto pamiętać, że czasami trzeba zrobić krok w tył, żeby zaliczyć dwa do przodu. Ja bym dał Moyesowi jeszcze jeden sezon: na spokojnie. To byłaby prawdziwa weryfikacja jego umiejętności bądź ich braku. Aż dziwne, ale United odpocznie sobie od pucharów i skupi się tylko na lidze. Należy też wspomnieć, że Moyes przejął zespół mistrza Anglii, który miał 11 punktów przewagi nad drugim w tabeli lokalnym niebieskim rywalem. W niecały rok roztrwonił wszystko w przeciwieństwie do Fergiego, który w 1986 roku obejmował drużynę rozbitą i dopiero z czasem stworzył jej potęgę. On szansę dostał, a też miał krytyków, którzy życzyli mu zwolnienia. Przetrwał próbę i wygrał, a razem z nim cała czerwona część miasta.

PS

W ramach ciekawostki podanej przez Angliakopie.pl wspomnę, że gdyby David Moyes został na stanowisku i wygrał trzy z ostatnich czterech spotkań w Premier League, to w zestawieniu najczęściej wygrywających w historii managerów MU zająłby… drugie miejsce. Lepszym stosunkiem pochwalić się mogą tylko sir Alex Ferguson i Ernest Mangnall. Sorry, David. Życie jest przewrotne, ale swoje miejsce w historii masz.

Zdjęcie: [1]

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź