Maciej Spons & Persi „OK Boomer / Niedziela Handlowa”

Dwa w jednym, czyli jesienna deprecha bez tematów tabu.

Jeszcze upłynie trochę wody w Wiśle zanim należycie docenimy Vixagedon. Pozerka pod kiczowatym płaszczem, mrugnięcie okiem w stronę słuchacza i Biały Bocian w butelce Ciroca. Dla mnie ta konwencja to nie tylko ówczesna świeżość (halo, to już kilka lat temu było!), która świetnie broni się nawet dzisiaj, ale i naturalny luz, podejście do tworzenia rapu opartego na inspiracjach nie tylko współczesną sceną południa, ale i klasyką. W czasach COVID-19 dystans jest wskazany, ale i ten przydaje się również w stosunku do muzyki.

Nie ma za to problemu z interpretacją dwóch płyt Macieja Sponsa i Persiego. OK Boomer i Niedziela Handlowa to jedność (chociaż ta druga wydaje mi się minimalnie lepsza jako całość, ale ulubione numeru znajdują się na pierwszej), która wzajemnie się uzupełnia, ale zacznę najpierw od tych rzeczy złych. Przydałby się tutaj producent wykonawczy, który zamknie raperom pysk, naprowadzi na właściwe tory i głośno powie „nie nagrywaj z Sentim”. Selekcja beatów też mogłaby być lepsza, ale z tych 20 numerów można zrobić przecież jednego sztosa i wyszłoby to wszystkim na lepsze – gdzie takiemu „Letter to B.” do doskonałych „Diamentów” (serio, wymiękam przy tym podkładzie)?

Raz lepiej, raz gorzej, ale… zarówno OK Boomer, jak i Niedziela Handlowa to jedne z lepszych płyt tego roku, w głównej mierze dzięki Sponsowi, którego głos na dłuższą metę może denerwować i wcale mnie to nie będzie dziwiło, ale jednak lubię czasami posłuchać Kendricka Lamara. Ja jednak dałem się ponieść i… nie żałuję, bo w takich wersach jak „U nas jest zawsze niedziela handlowa / A ja dzisiaj mam to w piździe jak Zbigniew Stonoga”, „Każdą byłą w mojej głowie wrzuciłem w pudełko / A to, że to moje ex, nazwałem go Xbox / No bo nie gram w taką grę / Owinę cię wokół palca, który mówi ‚pierdol się'” lub „Gdybym wygrał miliard w lotto, co bym zrobił z kasą / Kupiłbym polskie wytwórnie i je, kurwa, zamknął” czuję kwintesencję przemyślanego, aczkolwiek na maksa brudnego, zahaczającego czasami o szowinizm rapu.

Za stary jestem, żeby w tekstach tylko szukać mądrości, wskazówek i porad dotyczących pokonywania celów. Muzyka często mnie bawi, śmieszy, zbliża do rapera i odgrywanej przez niego postaci. A tak mam ze Sponsem i Persim, którzy robią trochę za kilka amerykańskich gwiazd i gwiazdeczek, jednak nie udają przy tym na siłę żadnej z nich. Są sobą i imponuje mi przede wszystkim szczerość – pod czasami napompowanym ego skryty jest ból, walka z depresją i masa obserwacji (ktoś tu chyba lubi Bonesa i Future’a, co?). Nie ma tu tematów tabu. Gibony wymieniają się z talerzami. Spacery z synem są spotykane równie często co wizyty w klubie go-go czy szybkie randki. Jest tu swego rodzaju wojna światów i te wszystkie uniwersa, rzeczy, które nawzajem się wykluczają, bardzo mi pasują. Jest urok w tej niespójności.

Ja doskonale rozumiem, że muzyki wychodzi tyle, że OK Boomer i Niedziela Handlowa mogą gdzieś uciec, a to już smutek level Drake, nawiązując do jednego z popisowych numerów Macieja Sponsa i Persiego. Radzę czym prędzej sprawdzać, a nawet zamawiać, bo już zaczyna się powtórka z Muzyką Samobójczą, kolejną totalnie przeoczoną perłą z katalogu Miami Hit Music. Brać, cieszyć się i szykować się na wspomnienia za kilka lat, że było się jednym z pierwszych, którzy zrozumieli te płyty wtedy, kiedy było trzeba.

Rating: 3.5 out of 5.
Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź