Karmelowe miasto jazzu i słodkości. Puzzle Mixtape – recenzja

eabs-puzzle-mixtape

Porozmawiajmy sobie trochę o jazzie, a w zasadzie „porozmawiajmy”, bo to będzie mój monolog i to raczej nie byle jaki, bo opisujący być może najciekawsze polskie pliki muzyczne, które wpadły w moje słoikowe ręce w ostatnich tygodniach.

O tych plikach na samym początku wspomniałem nieprzypadkowo, bo te oczywiście są do darmowego downloadu, a na kompakt raczej się nie zapowiada (wielka szkoda), wosku pewno też nie będzie (okrutnie szkoda), ale za to będzie… kaseta. Dostanie ją tylko 200 członków tajnego bractwa ludzi z dobrym muzycznym gustem i kilku ich kamratów. Tylko ci, którzy wiedzą co się dzieje na scenie, śledzą trendy, ewentualnie je wyprzedzają. Tak samo jak Electro-Acoustic Beat Sessions i to nawet chyba nie tylko w polskiej skali, bo ta w ich przypadku od dawna nie ma już racji bytu. Nie tylko ze względu na brak konkurencji.

Monolog w swoim pierwotnym założeniu miał być konfrontacją dwóch stron, które w jakiś tam sposób są powiązane z hip-hopowym światkiem, ale stoją gdzieś na uboczu, co wychodzi im tylko na dobre. Na doprawdy znakomite Tego Chciałem Eskaubeia i kwartetu Tomka Nowaka przyjdzie jeszcze czas, bo premiera dopiero za ok. dwa tygodnie, więc zajmę się tylko Puzzle Mixtape, które ostatnio u mnie dominuje w częstotliwości słuchania obok sprinklesowego Midtown 120 Blues, Spaceru Brzegiem Morza Tadeusza Prejznera i pewnych dwóch numerów Prefab Sprout, które na razie zachowam sam dla siebie*.

Wspominałem o plikach, wspominałem o słoikach. Też nieprzypadkowo, ponieważ tak się złożyło, że miałem wewnętrzną potrzebę emigracji do innego miasta i wybór padł na Warszawę. Z różnych względów. Tych lepszych, tych gorszych, ale możecie mi wierzyć, że za kilka lat będę doskonale pamiętał, które albumy i kawałki towarzyszyły mi w moich przemianach, a co lepsze – w powitaniu jesieni na poważnie. Prejznerowy (dziadek DJ-a Spoxa tak BTW) Spacer… tak naprawdę kończył lato i kreował obraz kończącej się powoli beztroski pełnej słońca. Sprinkles ze swoją płytą tysiąclecia (ej, serio zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy aby NA PEWNO nie jest to mój ulubiony materiał ever) nastrajał podczas październikowego deszczu, przemyśleń na balkonie i spacerów, a także… A tam, zostawię to dla siebie. Paddy McAloon i EABS byli natomiast pierwszymi, którzy towarzyszyli przy deptaniu pożółkłych liści na warszawskich chodnikach.

O samych EABS…

W czasach, gdy bebop był na szczycie, muzycy z różnych zespołów mogli często się spotykać, wspólnie jamować lub wyzywać się na muzyczne pojedynki. Przez kolektywne granie dzielili się wiedzą i różnymi trickami, jeden od drugiego. To właśnie to pozwoliło muzyce ciągle się rozwijać. W latach 2012-2014 podobna idea towarzyszyła wrocławskiemu cyklowi Electro-Acoustic Beat Sessions, z którego później wykrystalizował się septet EABS. Zmienił się jedynie język wypowiedzi i technologia poszła do przodu. Muzycy zaczęli rekonstruować wcześniej dokonane w hip-hopie dekonstrukcje jazzu i funku. Historycy zajmą się tym, czy stało się to za sprawą Madliba, Roberta Glaspera czy może jeszcze kogoś innego. Polskim Minton’s Playhouse stały się w tamtym okresie Puzzle, gdzie na scenie spotykali się młodzi ze starszymi i groźni wyjadacze z dobrze zapowiadającymi się kotami.

Jesień to najlepsza pora na pokazanie takiego materiału jak ten, ale przyznam że początkowo podchodziłem do tego trochę sceptycznie, bynajmniej w momencie kiedy po raz pierwszy zobaczyłem tracklistę i za bardzo się w nią nie zagłębiałem. Nie, nie ze względu na całość, bo w tym przypadku wiedziałem, że będzie bardzo dobrze, ale zacząłem się zastanawiać nad czymś innym. Po jaką cholerę EABSi działają z facetem, który OD LAT nie ma formy i nie nagrał nic godnego uwagi? Koniec końców okazało się, że stare „Whatever” idealnie wręcz rozpoczyna Puzzle Mixtape. Porwanie się na najdoskonalszy track, jaki kiedykolwiek nagrał Jeru the Damaja (hmm, ewentualnie „Come Clean”, czyli majstersztyk technicznie wyprzedzający swoje lata) i tchnięcie nowego ducha w legendarny i bezbłędny premierowy beat (na luzie jego top 10, a jest przecież z czego wybierać, a tylko przypomnę, że w tym samym roku – 1996 – popełnił „I Gave You Power” dla Nasa i „Bring it On” dla Jaya) mogło się wydawać czymś karkołomnym. Nie, jednak nie. Tutaj wszystko współgra całkiem nieźle, a bębny wnoszą o wiele więcej od tego, co słyszało się wcześniej i niosą ze sobą dukającego obecnie rapera.

Jazz Forum podobno napisało coś takiego:

Koncert EABS emanował pozytywną, młodzieńczą energią i stanowił udane połączenie hip-hopowego transu z partiami improwizowanymi.

O ile katastrofalny nowojorczyk za bardzo nie daje popisu, to już za ten odpowiadają inni, bo te kilka nagranych na żywo numerów są zupełnie inne od tego, co słyszało się wcześniej od pierwowzorów. Madlibowe „Burgundy Whip” ze zwrotkami MEDa nabrało nowego, lepszego, wymiaru na żywo i jest jeszcze bardziej skoczne, m.in. dzięki samemu raperowi z Los Angeles, maksymalnie niedocenionej i niesłusznie pomijanej postaci. Wyczekiwany przez wszystkich „Kawałek o Życiu” jest więcej jak niezły, ale bez zbędnego ściemniania, to największą robotę robi Spisek Jednego z zabawą z dobrze znanymi patentami z Polish Juke oraz cutami.

Jeden polski klasyk jest, drugi – świetna „Rozmowa” – również, ale nie ma trzeciego, o którym już kiedyś pisałem tutaj. Dla całokształtu Puzzle Mixtape to żadna strata, tym bardziej w kontekście posiadania na swoim pokładzie dzieł Smarka i Łony, których nowa aranżacja w żaden sposób nie odbiega od poziomu zaprezentowanego kilka miesięcy temu przy okazji numeru Sokoła. Kto wie czy właśnie tutaj nie powinien narodzić się pomysł, czy przypadkiem nie warto zrobić jednego dużego eventu, który byłby poświęcony w całości polskim beatom i zagranym przez Electro-Acoustic Beat Sessions z raperami? Trzy duże strzały już są i jak widać – więcej jak udane. Pomyślcie nad tym, panowie, bo zbliżający się wielkimi krokami „wasz” Komeda może trafić ostatecznie tylko do koneserów, a myślę że warto pokazać swoje skille trochę szerzej.

Osobną historię wydają się też pisać numery z wokalem. Fanem Pauliny Przybysz nigdy nie byłem, ale to też nie jest tak, że tej postaci należycie nie doceniałem, myślę że nawet wręcz przeciwnie. „Reminisce” jest świetne, zwłaszcza przez element, o którym wspomnę na samym końcu tekstu, ale to muzyka tutaj niesie wszystko, czego już nie można już powiedzieć o doskonałym „Love… Meaning”. Absolutnej perle, w której to zespół, Coultrain i Ben LaMar Gay brzmią niczym dobrze zorganizowana sesyjna sekcja Baduizmu bądź innego Maxwell’s Urban Hang Suite.

Dwa największe rarytasy pozwoliłem sobie zostawić na sam koniec, a w zasadzie dwa i pół, jeśli za tą połówkę można uznać znakomite bonnitowe cuty w „Reminisce”. Drugi, czyli „Carmel City / Step into the Light”, sprawiające że to właśnie eabsowa interpretacja nie wychodzi z mojej głowy, tak samo jak nie wychodził z niej wiele lat temu oryginał, a ten został kilka dni temu zastąpiony przez już sami wiecie co. Trzeci jest być może najważniejszy w całym zestawie. „Find a Way”**. Utwór powszechnie kochany przez hip-hopowców i jazzmanów, i być może ten, który wiele lat temu utorował drogę dla każdego z członków kolektywu. Świadomie czy też nie, nie ma tutaj żadnego znaczenia.

I tak jak Kanadyjczycy (i jednocześnie połowa „alterjazzpopowo” myślącego świata, lol) mają swoich BadBadNotGood, tak my mamy Electro-Acoustic Beat Sessions, które w ogólnym rozrachunku jest być może nawet i lepsze, tylko jeszcze chyba nie zdajemy sobie z tego wszyscy sprawy. Może i trochę inne od przywołanych przeze mnie autorów IV, ale nasze. I kto wie czy w ostatecznie te „nasze” nie jest w tym wszystkim najlepsze, tym bardziej pamiętając o tym, że to wszystko tutaj jest z dala od studyjnych eksperymentów i sztuczek.

8, dla kogoś może i nawet 9

* „Appetite” i „Bonny”

** ciekawych trajbowych tribute’ów odsyłam do Lexiglass i ich The Love Move

PS

Do pobrania tutaj, a jak będziecie grzeczni to zapytam się kolegi czy da sztukę, którą komuś z was będę mógł przekazać.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

3 komentarze

Zostaw odpowiedź