Już można tam jechać, jest spokojnie

Far Cry® 4_20150105010346

Kilka razy w życiu czułem się bohaterem. Czy to na żywo, czy w wirtualnym świecie. Mało tego, nader często zdarzało mi się ratować całe państwa, zażywając przy tym pokaźną ilość narkotyków wartości PKB średniego afrykańskiego państwa, pijąc akwen drogiego alkoholu i strzelając kulkę w łeb głównemu wrogowi. Nie inaczej było tym razem.

Olbrzym. Gigant. Taki, w którym było kilka momentów, że już mi się po prostu nie chciało nic robić. Łaziłem ze śmiercionośną bronią w ręku, zabijałem niewinnych, winnych i dziką zwierzynę. Byłem w górach, nad jeziorami, nad rzekami, w opustoszałych jaskiniach, w przestworzach, pod wodą i we własnej podświadomości, kiedy to miałem tygrysa za kompana. Piłem, paliłem, ćpałem, zabijałem i tylko nie pamiętam czy gwałciłem, bo jeśli już do tego doszło to tylko wtedy, kiedy byłem w „odpowiednim stanie”. Jeździłem marnymi autami. Takimi, na jakie byście nie spojrzeli. Latałem samolotami i lotniami, bojąc się, że zaraz się rozlecą, a ze mnie zostanie tylko kupa gówna, jak to powiedział kiedyś Sapkowski. No, ale nie powiem, quady były akurat niczego sobie, nawet wtedy, kiedy „przypadkowo” uderzyłem nim w słonia.

Zapamiętałem cudowne krajobrazy, zapuszczonych mężczyzn, brzydkie kobiety, głupich ćpunów, zgorzkniałych konserwatystów i ludzi, dla których stan portfela oznaczał postęp. Poznałem inspirujących intelektualistów. Rozmawiałem z naiwniakami, z którymi nie chciałbym mieć na co dzień styczności. Uważali mnie za Boga. I wiecie co? Byłem nim.

Tym razem obyło się bez tatuaży, których miałem kilkadziesiąt przy poprzedniej wizycie gdzieś na Pacyfiku. Obyło się bez beztroskiego słońca, siedzenia na wzgórzach i wpatrywania się w ocean. Zabrakło mi trochę poczucia bezmyślnego opierdalania się. Cały czas miałem wrażenie, że spoczywa na mnie olbrzymia odpowiedzialność, i że każdy mój ruch jest uważnie śledzony przez wszystkich. Tych życzliwych i tych w opozycji do mnie.

Podróż zapamiętam na długo, mimo że jej całego przebiegu, przypomnieć sobie nie mogę. Far Cry 4 dał mi to, czego chciałem. Po części urzeczywistnił marzenia każdego faceta znającego filmy z Michaelem Dudikoffem czy Sylvestrem Stallonem i pozwolił się wcielić w bohatera, który ma swój prywatny nadrzędny cel, przy okazji robiąc coś, czego tak naprawdę nie potrzebuje. Wyzwala państwo rządzone przez cynicznego tyrana. Brzmi znajomo? Witamy w amerykańskim kinie akcji lat 80. i jego odzwierciedleniu we współczesnych grach. Było dobrze, także sorry Sabal, ale Amita miała zbyt fajny tyłek, żebym nie przystał na jej propozycję.

Na koniec i tak wszyscy mi dziękowali.

PS

Łapcie kilka widokówek.

Far Cry® 4_20141220211046 Far Cry® 4_20141224012158 Far Cry® 4_20141224222844 Far Cry® 4_20150101234845 Far Cry® 4_20141221024635 Far Cry® 4_20141228194645 Far Cry® 4_20141207012655

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.