Jig Magger „Hip Hop Relaxations”

Raperzy zrelaksowali się aż za bardzo i nie wykorzystali świetnych podkładów.

Nie ukazuje się u nas wiele albumów producenckich, ale znaczną część z nich można zaliczyć do grona co najmniej interesujących. Zwłaszcza tych, w których gospodarz nie pozwala się zdominować raperom i przemawia głównie dobrym beatem i doborem sampli, a obecność DJ-ów jest tylko i wyłącznie dobrym dodatkiem całości. Dokładnie takie jest Hip Hop Relaxations Jig Maggera, które wraz z kawą umila moje niedzielne popołudnie.

Nie pierwsze, bo te niewiele ponad dwa kwadranse solidnego feelingu goszczą w moim odtwarzaczu ostatnio dość często. To jest taki hip-hop, który lubię najbardziej, mimo obecności MC’s, którzy minęli się z powołaniem lub ciągle mają przeświadczenie, że kiedyś jeszcze coś z tego będzie. A i tak za nich trzymam kciuki.

Hip Hop Relaxations ma sporo głębi i duszy („Rapsoul” i „Relaxation”), czasami zerka w stronę lo-fi („Wdech Słońca”) i twardego najtis („Hip Hop Nr.1”, ale tu zwracam szczególną uwagę na końcówkę numeru, która kompletnie zmienia optykę). Podkłady są świetne, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby odstawić wspomnianych wcześniej raperów. 2020 to nie 2005, a doza przeciętności chociażby Prolike’a czy Blank robiącego za trochę upośledzoną wersję Smarkiego, chyba tutaj nie do końca pasuje. Rozumiem jednak zamysł, więc paradoksalnie i tak słucha się ich co najmniej przyzwoicie.

Ode mnie znak jakości, bo Hip Hop Relaxations chłonie się w całości. Bez skipów, bo nawet sam album na to nie pozwala – genialne jest te przejście z ubarwionej gitarą Marcina Chludzińskiego „Drogi” do „Na Szczyt” z kolejną zwrotką Blanka (tak proste, a tak przekombinowane na podkładzie – „Odwiedzam studio, biorę się za kolejny projekt / U ciebie w telefonie albo płycie, którą obejmują dłonie”). Nalegam, żeby sprawdzić, a nawet kupić, bo 200 sztuk to jednak dość elitarny nakład. Na sam koniec zostawię kilka słów samego producenta. Dla zachowania klimatu – w oryginale.

Jig Magger:

Generalnie czy ja mialem jakies inspiracje na ten album, to nie wiem…
Robilem sobie kolejny „beat tape” ,ale w pewnym momencie poczulem ze czegos mi brakuje.
Postanowilem ze zagadam do kogos o nagranie mi zwrotek do jednego numeru. Pomyslalem ze zrobie z dwa rapowe numery dodatkowo.
Zagadalem o pomoc do Kstyka. To on mi podesłał Blanka, Larskiego,Girsona,PROlike’a. Wystawilem paczke z bitami na serwer ,i zapytalem czy chcieli by cos zrobic dla mnie do ktoregos z numerów. Kazdy sie zgodzil, i w przeciagu 3 miesiecy ,mialem ich ślady wokali. Dodatkowo dogral sie Błaszczu, a CamDoja (USA) , juz kiedys probowalismy razem wspolpracy. Tym razem sie udało 🙂
W miedzyczasie ogarnalem po zwrotkach DJ’i, a calosc postanowilem uzupelnic partiami rozmów z vinyla do „medytacji” ,ktorego zakupilem kiedys w Eastbourne (UK).
W sumie wtedy zrodzil sie pomysl na nazwe… mialem spojny material, i byl taki relaksacyjny. Kumpel z Angli (Marcin Chludzinski z ktorym juz wpolpracowalem przy EP The Nowaks) posluchal tych numerów, i dogral mi pare gitarek. Zrobilo sie jeszcze luzniej… To wszystko trwalo jakies pół roku: produkcja,aranze, miksy,mastering… wszystko zrobione w Abletonie. Wszystko zrobilem sam. Ucze sie z albumu na album. Grafike na prętce ogarneli ludzie,i material polecial do tłoczni. Limitowane 200szt mozna ciagle u mnie kupowac – Zapraszam 🙂

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź