Impotencjał?

IMAG0496

Oglądam kolejne mecze na mundialu. Polska nie ma piłkarzy, więc na nim nie gra. Nie grałaby także jak równy z równym z Argentyną, Urugwajem, Włochami czy Anglią. Przepraszam, a Kostaryka czy Iran tych piłkarzy mają?

Sorry, ale widzę potencjał polskiej piłki. I są ku temu powody, co najmniej kilka. A więc…

1. Infrastruktura

Infrastruktura jest w naszym kraju coraz lepsza. Poprawia się jakość dróg oraz ich ilość. Gdzieś tymi drogami trzeba dojechać, a bezproblemowo można zajrzeć do jakiegoś większego miasta i wpaść na mecz lokalnej drużyny. Mistrzostwa Europy naprawdę pod tym względem sporo nam dały. Bądźmy wdzięczni za to panom z UEFA, bo być może bez nich opieszałość naszego rządu w tej kwestii byłaby jeszcze większa.

Jeśli już daną drogą gdzieś dojedziesz, to być może będzie to ładny stadion. Jest dużo nowych obiektów, dużo jest remontowanych (pomijam Stadion Śląski, bo to akurat sprawa dla reportera), zapewne spora ilość czeka na zatwierdzenie modernizacji. Zawodowcy mają gdzie grać. Młodzież również – za moich szkolnych czasów boiska szkolne nie wyglądały najlepiej, a teraz? Bajka. I Orliki, które w swojej roli sprawdzają się świetnie. Spójrz tylko na zdjęcie, które ostatnio zrobiłem – aż chce się tam grać.

2. Finanse

W polskich klubach nie jest nadzwyczaj różowo, jeśli chodzi o $$$. Przykład: jeśli miałbym wierzyć autorowi fenomenalnej, wydanej kilka dni temu, Dumy Mazowsza (o której postaram się wkrótce szerzej napisać na blogu), Zbigniewowi Pawłowskiemu, płocki klub nie miał… 240 zł na opłacenie miejsca na lokalnej hali, które miało służyć promocji tej pozycji. Ciężko w to uwierzyć, i kto wie czy nie jest to wyimaginowane (przez telefon doskonale słyszałem tę kwotę), ale…

To jest klub pierwszoligowy, wyżej jest trochę lepiej (co nie oznacza, jeśli jest to prawdą, że taka kwota dla klubu grającego na drugim krajowym szczeblu jest śmieszna). W klubach aspirujących do czegoś więcej jak walka o 6 miejsce w ligowej tabeli 240 zł nie będzie żadnym problemem. Wielokrotność tej kwoty również. Oczywiście – dalej nie jest różowo, kluby walczą w zasadzie same ze sobą, czyli z maksymalnie przepłacanymi miernymi piłkarzami, ale pragnę zauważyć, że zespoły, które osiągają przyzwoite wyniki na arenie międzynarodowej i pochodzą z lig posiadających podobny potencjał do Ekstraklasy sobie radzą. Nadzwyczaj dobrze. Można? Tak. Tylko najczęściej finanse polskich klubów nie równają się rozsądkowi.

3. Talenty

Jedni wierzą w to, że pewne nacje rodzą się z piłkami przy nogach. Brazylijczycy, Argentyńczycy, zapewne niektórzy Polacy (rodzice kolegi tak uważali. Niestety, ich syn nie. Pił piwo i palił tanie papierosy). Inni natomiast wierzą, że są stworzeni do strzelania z łuków, ale mało kto poważnie traktuje deklaracje narodu mongolskiego.

Ja wierzę natomiast w to, że przy narodzinach wszyscy są tacy sami. Nieważne czy nazywasz się Leonardo, Kowalski, Smith, Hernandez czy Muller. Nieważne gdzie się urodziłeś. Jeśli będziesz chciał i ktoś cię dobrze poprowadzi, to dasz radę. Zapraszam na Orlik – widzę co tam się dzieje, jak dzieciaki fajnie grają w piłkę i się tym cieszą. I tylko to, bo nie widać nikogo, kto by się nimi interesował. I to jest smutne.

A wrodzone talenty także są. I w nie także wierzę. Jeszcze bardziej niż ci się wydaje.

4. Kibice

Ile można? 16 lat.

Tyle nie było nas na wielkiej imprezie – od czasów świetności Bońka do eksplozji średniego talentu Olisadebe. Specjalnie pominąłem okres między 1938 a 1974 rokiem, ponieważ ewolucja (i jej szybkość) piłki w tamtym czasie była niesamowita. Skupiam się bardziej na czasach współczesnych, chociaż zauważcie, jak wielka różnica jest między piłką na przestrzeni tych 16 lat naszej nieobecności (chociaż nie tak niebotyczna jak w tamtych „archaicznych” z obecnego punktu widzenia czasów).

Teraz specjalnie pomijam Euro 2012, bo tam byliśmy zakwalifikowani jako gospodarz. Ostatnia wielka impreza, na którą awansowaliśmy po sportowej walce to było nieudane Euro 2008. Już 6 lat i nie zapowiada się na to, żebyśmy pojawili się za dwa lata we Francji.

Kibice jednak wierzą. Ja też. Wszyscy są cierpliwi, ale z każdym kolejnym brakiem awansu wściekłość rośnie. Chciałbym promocji na najbliższy turniej, ale nie spodziewam się nadzwyczajnie dużej ilości punktów. Ciężko mi uwierzyć w to, że Lewemu i spółce uda się coś urwać na Wyspach, wygrają z Niemcami i na Kaukazie (stawiam, że wszyscy stracą tam punkty).

Kibice jednak wierzą. Są z nimi, mimo że ilość nieprzychylnych słów skierowanych do naszych piłkarzy jest odwrotnie proporcjonalna do spadku jakości gry reprezentacji na przestrzeni tych 6 lat.

5. Głód piłki

Jak prawdziwy facet otwieram piwo, jem jakiegoś fastfooda, gapię się w płaski ekran telewizora i podziwiam grę Argentyny z Belgią (tak sobie wmawiam – „podziwiam” – bo zbyt ją kocham, żebym uświadamiał sobie, że jest inaczej…).

Wkrótce zacznie się spotkanie Holendrów (mojej europejskiej miłości) z Kostaryką, za którą jestem całym sercem.

Żałuję tylko, że nie ma tam Polski. Ja i miliony w tym kraju. Jesteśmy głodni wielkiej piłki, tak jak ja teraz sięgając po mrożoną zapiekankę.

Jest ktoś, kto uważa inaczej?

Zdjęcie/photo: archiwum własne

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.
  • A tak w ogóle jest to 50 wpis na blogu. Elo.

  • Naprawdę żałujesz, że nie możesz oglądać nieco pokracznych reprezentantów naszego kraju na największym futbolowym show XXI wieku? Ten turniej, dzięki lokalizacji, tamtejszej pasji do piłki, a przede wszystkim fantastycznym spotkaniom, jest genialny. Wyborny po prostu. Prawdopodobnie nasza obecność w Brazylii cieszyłaby głównie rywali z grupy i sponsorów transmisji. Widzowie, tudzież fani z grymasem niezadowolenia rzucaliby pilotem, wychodzili z pubów, rwali kupony i patrzyli na okienną flagę nieco inaczej, że może jednak zasłony lepsze, że może zdjąć. My nie mamy drużyny zdolnej do uniknięcia kompromitacji i, chyba głównie, kibiców odpowiednio zdystansowanych, żeby spojrzeć trzeźwo, tym razem nie uwierzyć, uniknąć rozczarowań i dalszego robienia brudu wokół kadry.

    Sentyment – w porządku, jednak wolałbym oglądać turniej i wspominać go, jako ten wspaniały, a nie jako, choć wspaniały to kompromitujący naszą kadrę. Z tym, że nasza piłka ma potencjał zgadzam się w pełni, jednak musimy sobie uświadomić nasze miejsce w światowej hierarchii i stamtąd patrzeć na rywali, oceniać nasze porażki, czy zwycięstwa. Kolejna wielka impreza, na której Polaków nie ma jest dobrą lekcją pokory udowadniającą, że nasza ewentualna nieobecność na MŚ w Rosji nie będzie niczym zaskakującym, będzie rzeczą w pełni normalną.

    A w sprawie 50 postów oczywiście gratuluję zaparcia i kibicuję dalej.

    • Czy żałuję, że nie ma naszych? I tak, i nie.

      Spójrz na status Kostaryki – skazywana na pożarcie, nie przegrała meczu. Piękna sprawa, piękna historia chwytająca za serce.

      Mecz meczowi nierówny, nie wiadomo jakby się zaprezentowali nasi, przed turniejem bym stawiał, że żenująco, po tym co pokazały Kostaryka, Algieria nie jestem już tego taki pewny teraz. Może nawet Wawrzyniak by rozegrał turniej życia?

      • Myślę, że gdyby Wawrzyniak zagrał super turniej, Jezusowi z Rio opadłyby ręce.

        Wizja sukcesu Polaków na MŚ wydaje mi się piekielnie odległa, jednak widzę, że romantyzm nas obu kumuluje się przy okazji gry Kostaryki, dobre i to 🙂