Hip Hop Kemp 2018: ciągle te cholerne lata 90., czyli FAQ #1

Jak to bywa na Kempie – nie mogło zabraknąć przedstawicieli rapu z lat 90. Znowu…

Ocena eventu tylko i wyłącznie przez pryzmat jednego artysty jest dużym nieporozumieniem. Takie głosy a propos Żabsona, bo o nim mowa, było najgłośniej słychać, ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Nie. Przecież na jednym plakacie są zarówno Chief Keef i Hopsin, jak i Jeru the Damaja, Bahamadia, The Beatnuts oraz Evidence, który w Hradec Kralove chyba kupił sobie działkę (nie taką jak myślisz).

Dwa systemy wartości. „Nowy” rap, który według wielu teoretycznie nie powinien się pojawiać na HHK, kontra ten „stary”, który według jeszcze większej liczby głosów, już dawno powinien odejść do lamusa. Weźcie porównajcie sobie teraz zeszłoroczne występy Masego i Mos Defa (który ostatecznie zastąpił Commona). Nowe i stare, które mają ze sobą wiele wspólnego, chociażby umiłowanie do eklektyzmu. Przecież przewaga tego pierwszego była nieziemska. Można się w ten sposób licytować, tylko po co? Raz jeszcze powtórzę – niech przytrafią się 2-3 zajebiste koncerty dziennie. Wystarczy, żeby dobrze się bawić na każdy festiwalu.

Dzisiaj delikatnie skupię się na rapie z lat 90. (plus mały bonusowy, polski akcent i Devin the Dude). Nowych produkcji takiego Jeru czy The Beatnuts zapewne nawet bym nie sprawdził, tylko jak to się ma w kontekście takiego eventu, jakim jest HHK? Nijak. Koncerty legend mają to do siebie, że nawet nie będąc fanem wypada je zobaczyć chociaż przez chwilę. Można się śmiać, że znowu przyjeżdża reprezentacja domu spokojnej starości, że do Hradec Králové zawitają ci, którzy od 1996 roku nie nagrali nic ciekawego itd. Tylko czy ze względu na swój cały wkład, nie jesteś w stanie im poświęcić raptem kilku minut?

Pozwolę sobie na mały, kempowy FAQ #1 związany z dzisiejszymi bohaterami, którzy doskonale wiedzą, o co chodzi z 90’s.

1. Ile dobrych płyt nagrał Jeru the Damaja?

Napisałbym, że jedną, czyli Wrath of the Math, bo ją bardzo lubię. Nie mogę jednak napisać o wielbionym przez wszystkich debiucie, bo jakoś nigdy nie przypadł mi do gustu, ale no dobra, dwie na pewno. Resztę można sprawdzić, ale czy życie nie jest na nie za krótkie?

2. Za ile sprzedałem płyty Dilated Peoples i Evidence’a?

Za mniej niż bilet na Kempa, czyli kilkadziesiąt złotych. Trochę żałuję, bo za długo nie doceniałem tej ekipy, zwłaszcza Evidence’a solo. Aha, od 2011 roku leży u mnie podwójny, kolorowy winyl Cats & Dogs, który w ogóle nie trafił do igłę.

3. Czy Bahamadia to najlepsza raperka w dziejach?

Nie, dla mnie jest nią T-Love, ale Bahamadia ma genialny longplay Kollage (cały czas doznaję przy „Spontaneity”) i niewiele słabszą EP-kę – BB Queen. Świetna artystka i podobno bardzo sympatyczna kobieta. To jest jeden z tych koncertów, na które bardzo mocno czekam, bo kompletnie nie wiem, czego mogę się spodziewać.

4. Po co El Da Sensei nagrał z The Returners?

Inaczej – po co The Returners nagrywali z El Da Senseiem? Przy całej sympatii do typka i drugiej płyty The Artifacts (a przecież pierwsza też niczego sobie), to wolałbym postać w kolejce po langosza. Szkoda czasu.

5. Dlaczego tak lubisz JWP/BC?

Jestem zdania, że gdyby urodzili się „tam”, a nie „tu”, to mieliby taką samą pozycję, jak D.I.T.C., oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Poza tym polski rap zasługuje na solówki Kosiego, Erosa i Łajzola. Fantastyczna ekipa z wieloma klasykami na koncie. Nie da się nie lubić, a do „Sequel”, „20”, „Bez Ceregieli” i „WSK8OFMND” wracam regularnie.

6. Dlaczego środowisko tak mocno zignorowało ostatni album Devina Acoustic Levitation?

Byku, nie wiem. Nie jest to tak dobra płyta jak poprzednie, ba, nie według wielu nie jest to nawet dobra płyta. Dla samego Devina warto poświęcić te kilkadziesiąt minut i ją sprawdzić. Ja tam nie żałuję, bo kilka numerów jest naprawdę konkretnych. Nie tylko w swoim lenistwie.

7. Czy AG potrafi podpisywać płyty?

Kiedyś po koncercie w Łodzi, AG dał mi autograf, po którym nie ma już śladu. Koleś zamiast złożyć podpis w książeczce The Dirty Version, nabazgrał na plastikowym pudełku. Tak, że niedługo potem napis się starł, więc ktoś może nie uwierzyć, że taka sytuacja w ogóle miała miejsce.

8. Najlepszy album The Beatnuts to…?

Napisałbym, że… God Connections Al-Tariqa, ale rzucę temat fantastycznej EP-ki The Spot (Remix EP), która chyba jest najbardziej esencjonalnym dziełem Juju i Psycho Lesa. Zresztą, oni do 1999 roku, konkretnie do A Musical Massacre, mieli tylko dobre płyty. Potem coś się popsuło i taki zjazd jakościowy zaliczył chyba tylko Erick Sermon.

Dobór line-upu (1-10):

Jeru the Damaja – 6
Evidence – 7
Bahamadia – 8
The Beatnuts – 7
Devin the Dude – 5 jak będzie na głównej, 9 jak zagra w hangarze
JWP/BC – 9
A.G. – 3
El Da Sensei – 2

Następna część już za kilka dni.

ZapiszZapisz

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź