Fonetyczna Estrada #6: Gdzie się podziały tamte prywatki?

14011616214_9497d5835b_h

Na początku [1] poczęstowałem ją cytronetą. Wiecie co to jest? Cześć pewno kojarzy, reszta niech sobie wyszuka w jedynej słusznej wyszukiwarce i encyklopedii wiedzy, jaką jest ciocia Wikipedia. Potem złapałem ją za rękę, wziąłem na parkiet i się zaczęło. Dała mi się pocałować w policzek (wrodzona skromność nie pozwala mi mówić co było potem). Ktoś nas uwiecznił ponadczasowym Zenitem 3M. A ja taki nieuczesany…

Na początku [2] należą się też słowa wyjaśnienia i antycypacja przyszłości fonotekowej. Najbliższe dwie niedziele będą musiały się obejść bez tego zacnego cyklu, z racji kilku powodów, o których śledzący mnie na Twitterze zapewne wiedzą. Zbliżają się moje dwie semizagraniczne eskapady do miejsc, gdzie jest dużo Polaków, a jedno z nich to nawet trochę Polska. Planuję oczywiście zrobić jakiś materiał z tego, także chyba mi wybaczycie dwutygodniową abstynencję z tą nieśmiertelną serią. A teraz przejdźmy do konkretów.

Jesteśmy już na półmetku natywnej Fonoteki i z miejsca mogę zaznaczyć, że trafiamy na moje podium, jakie kiedykolwiek się pojawiło w tej inicjatywie. Czwórka oferuje wszystko to, czego bardziej kumaty słuchacz oczekuje od najlepszych kompilacji. Pierwszy z dwóch przepotężnych strzałów w 2009 roku. Od razu z wielkim hukiem. Mogę przyspoilerować, że ten rocznik (najlepszy i najważniejszych w historii mikstejpów w ogóle tak BTW, ale to opowieść na kiedy indziej) wygenerował dwa timeless i future classics spod szyldu Estrada Nagrania. Może nie w ogóle, ale prywatnie z całą pewnością.

Już doskonale znacie Piotra Figla, Skaldów (brawo za wybór „Przechodząc Obok Siebie”), Andrzeja Dąbrowskiego, Polan czy – UWAGA BO TO ZASKOCZENIE – Novi Singers. Ani wcześniej, ani później easy-listening nie mieszał się w taki sposób z szeroko pojętą muzyką taneczną jak tutaj (może jeszcze następna część jeszcze miałaby na to szanse). Zestawcie w jednym szeregu „Moje Złote Lata”, „Zagrajmy w Kości Jeszcze Raz” (nie byłbym sobą, gdybym nie polecił całego albumu tej grupy wokalnej o tym samym tytule. Wielka rzecz, do której sporo wnieśli Ptaszyn Wróblewski, Maliszewski czy Trzciński), „Strzeż się Szczeżui” i „A Day in the Park” z np. „To Sprawił Rytm” czy „I’m Crying”. Zbiór kilkunastu nieśmiertelnych i ponadczasowych piosenek. Ponownie idealnie ze sobą współgrających oraz z coraz to lepszymi skitami, gdzie creme de la creme jest przejście pomiędzy „A w międzyczasie na zapleczu” z coverem wykonanym przez Polan.

Mimo epickości materiału można mieć jednak pewne zarzuty. Na upartego czepiać się można powtarzalności artystów, ale z drugiej strony w czym to przeszkadza, skoro w większości są to wybitne numery? Mi w niczym, wam również nie powinno. Może najważniejsze w tym wszystkim jest to, że obcujemy w pewien magiczny sposób z historią. Czy to samego mixu, czy właśnie każdego z zebranych tu utworów.

Najlepsze momenty:

5. Ej, no. Wybór najlepszych momentów w tym przypadku to rzecz niemalże nie do zrobienia i musiałbym to robić na siłę. Spróbuję jednak, ale nie mogę wykluczyć, że za kilka dni coś by się pozmieniało. Na piątym miejscu niech wyląduje Jacek Lech, który chyba trochę przyćmił Figla ze swym ansamblem.

4. Miło, że to właśnie tutaj znalazł się mój ulubiony numer Michała Urbaniaka, który w połączeniu z poniższym nagraniem Jana Ptaszyna Wróblewskiego, jest idealnym soundtrackiem spacerowym. Tytuł zobowiązuje.

3. Alibabki z jednym ze swoich najdoskonalszych dzieł i ze swojego najlepszego okresu. A ten kto powie, że ten przypadał na lata 60. niech posłucha rapu.

2. Idealna kolejność utworów? Wcale to by nie było takie głupie.

1. Bez jaj, ale wybór no. 1 to samobójstwo. CAŁOŚĆ.

Specjalna skala ocena dla serii Fonoteka: 10/10

13772492425_20861dccac_h

Patrząc na artwork powyżej, już wiecie czemu tydzień temu nie było osobnej „rubryki” na remixy części trzeciej. Tym razem z różnych powodów autorzy postanowili zrobić jedną dużą kompilację i wyszło… co najwyżej średnio. Jest to jedyna zremixowana część, przy której momentami naprawdę bardzo mocno się nudziłem. Może to dziwić tym bardziej, że materiał na sample był przedni. Sam nasuwa się pewien wers Tedego z „Aluminium”.

Grzechem by było, gdybym napisał, że potencjał został zmarnowany. Są momenty, nawet takie, które ocierają się o szczyty całej zremixowanej hierarchii, ale jest ich na tyle mało, że giną w morzu topornych i nudnych produkcji. W obronę można brać zupełnie „czyste” utwory, najgorzej zaś wypadają te, w których zostały użyte acapelle amerykańskich raperów. Nie byle jakich, bo są tutaj kolesie z EPMD ze słabym „Blow”. Jest też ten, którego nie darzę szczególną sympatią, ale jakiś tam szacunek mam, czyli pan Shakur, czy całkiem zgrabne zestawienie produkcji Mellifa z „Just a Test” Beastie Boys. Wisienką jest pojawiający się na chwilę Talib Kweli z fantastycznym beatem RaVa.

Cieszy wysoka forma tych, na których można polegać zawsze, czyli Slime’a, Przaśnika i Printempo, który mniej więcej w tym samym czasie wydał swój cudowny debiut (do sprawdzenia obowiązkowo, tym bardziej że to na nim są najlepsze kawałki, jakie kiedykolwiek stworzył, w tym „Subways are for Sleeping”). Trochę przygasł Fizz, Mellif z drugim kawałkiem wręcz usypia, o reszcie nie ma co wspominać… Najlepszym momentem jest jednak dyskotekowo-prywatkowo-imprezowy edit Andrzeja Dąbrowskiego, który robi całą robotę. A reszta? Gdyby jednak jej nie było, to nic złego by się nie stało.

Najlepsze momenty:

5. Ten „Polski Kryminał” Makiego i Pelo wcale nie jest taki zły.

4. Następne części będą lepsze.

3. Forma kilku wymienionych w tekście, ale czemu ten cały cholerny Slime nie dał nic dłuższego w swojej karierze?!

2. „Sporty” to prawdopodobnie jedna z najwyżej notowanych przeze mnie rzeczy w moim prywatnym fonotekowym rankingu. Słowo.

1. Coś dla zeditowanych fanów Bukkake. Pozdro dla kumatych.

Specjalna skala ocena dla serii Fonoteka: 5/10 (dobra, chuj tam. Wy dodajcie se 1, ja tego nie zrobię)

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.