Etniczne Stones Throw w polskim wydaniu

Syd, nowa płyta Moo Latte, niespodziewanie dystansuje nie tylko rodzimą konkurencję.

Napisał do mnie kumpel. Krótka wiadomość brzmiała mniej więcej tak: „Słyszałeś Syd? Polskie Stones Throw”. Słyszałem. I polecam oczywiście, bo takich albumów, jak najnowsze dzieło Moo Latte, ze świecą szukać na polskim rynku.

Moo Latte nie odkrywa Ameryki, ale świetnie uzupełnia sporą lukę. Album jest dokładnie taki, jakiego mógłby wymagać Peanut Butter Wolf, gdyby poprosił o demo, a i Madlib, obserwując podpisywanie kontraktu, w międzyczasie powinien zachwycać się „Nest”. Dużo to legendarnej wytwórni, J Dilli i oczywiście A Tribe Called Quest, które najmocniej czuć w „Velo City”, „Vena Cava” i „Nap” – spokojnie mogliby to skomponować The Ummah ze schyłkowego etapu. W dodatku jest to ciepłe, korzenne i przepalone etno, pełne pozytywów.

Wydany na CD i winylu przez Kalejdoskop Records album, niesie za sobą sporo nostalgii. To retrospekcja najbardziej korzennych hip-hopowych czasów, okresu świetności neo-soulu i kilku innych ważnych dla mnie etapów. Moo Latte niezbyt skomplikowanymi pętlami, pasażami gitar (folkowy „Version 9 Final Final”) i kilkoma wokalnymi samplami (zwłaszcza w genialnych „Videomera” i „Noir”) wykreował obrazy z nie tak odległych czasów. Co najważniejsze, udało mu się to bez wpadki, bo za takową nie uznam przekombinowanego, dość przeciętnego jak na niego „Nineteendo”.

W tego typu dźwiękach w Polsce poza konkurencją jest Metro, facet o niewyobrażalnym wręcz talencie. Gdzieś zaraz za nim lokują się Emapea i właśnie Moo Latte. Niby ta sama szkoła, te same wzorce, ale każdy z nich robi wszystko na swój sposób. I te rzeczy Briana są w dodatku najbardziej alternatywne. Tak bardzo, że nie ma u nas rapera, który poradziłby sobie z takimi podkładami. Serio, ale jak znam rodzimy rap, to nie mam pojęcia, kto mógłby nawinąć pod np. „Vitominę” i „Next Spring”. Vito z wysokości Placu Zabaw? Bardzo go lubię, ale lepiej nie. Mocne, czołówka roku.

8

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

Zostaw odpowiedź