Andrzej Zaucha, czyli nieznana magia w pewnym mixie

Czy istnieją na tym świecie ludzie, którzy nie lubią Andrzeja Zauchy? Chyba nie, a nawet jeśli to trzeba nie mieć najwyraźniej serca, żeby nie okazać chociaż trochę sympatii dla tego jegomościa. Ci, którzy powątpiewają w talent i charyzmę artysty, może zostaną przekonani przez DJ-a Anusza, Błażeja Górniaka i… przeze mnie.

Czas na drugi mix poświęcony dokonaniom Andrzeja Zauchy, tym razem przygotowany z okazji 68 urodzin muzyka. O pierwszej części – Zaufaj Sobie – więcej pisałem w tym miejscu, a przypomnę jeszcze, że znalazła się również w moim podsumowaniu roku. Co prawda na dość odległej pozycji, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. Liczy się przede wszystkim to, co zrobił DJ Anusz z Błażejem Górniakiem.

A zrobili rzeczy niesłychane.

Pisząc ten tekst i zasłuchując się w mix, który został ulokowany na moje playliście gdzieś pomiędzy kilkoma płytami Davida Bowiego a Briana Eno, postanowiłem się przy okazji podpytać Anusza o kilka spraw związanych z samym miksem jak i samym Andrzejem Zauchą. Sami sprawdźcie co miał do powiedzenia.

O tym dlaczego akurat Zaucha:

Temat rzeka. Dla mnie osobiście to był prawdziwy polski soulman. Człowiek, który jak nikt w naszej ojczyźnie czuł groove czarnej muzyki, ale potrafił też doskonale odnaleźć się w każdej innej konwencji czy stylu – od estrady, poprzez teatr czy musical aż po operę. Samorodny i wyjątkowy talent, który bez żadnej formalnej edukacji muzycznej, hipnotyzował barwą, ekspresją, siłą lub subtelnością swego głosu – wszystko w zależności od potrzeb i nastroju. Gość – który jak głosi anegdota – nie musiał nigdy nagrywać dubli w studiu, bo już za pierwszym wykonaniem danego utworu było „pozamiatane”.

Oprócz mistrzowskiego wokalu Andrzej Zaucha szybko opanował grę na perkusji i saksofonie. Współpracował z doskonałymi polskimi muzykami, z którymi stworzył masę fenomenalnych i ponadczasowych utworów. Fascynuję się jego twórczością od mniej więcej roku i wciąż natrafiam na nieznane mi, a zachwycające swoją klasą kawałki. Pomimo tego imponującego dorobku mam wrażenie, że Zaucha został szybko zapomniany przez polską publikę. Dziś – jeżeli już się o nim wspomina – to głównie w kontekście sensacyjnych okoliczności jego śmierci, zajawiając przy tej okazji jedynie te najbardziej znane estradowe hity.

Oba nasze mixtape’y, które nagraliśmy razem z Błażejem Górniakiem, to nie tylko hołd dla fantastycznego muzyka, ale także skromna próba przypomnienia słuchaczom tych najbardziej wartościowych artystycznie utworów, które albo okrył mrok zapomnienia, albo nigdy nie były szerzej publikowane.

To jest mix z kategorii tych, których słucha się tylko dla samej przyjemności. Nie interesują cię kompletnie sprawy technicznie itd., tym bardziej że wszystkie przejścia są bardzo płynne, a tracklista wydaje się na pierwszy rzut oka ułożona bardzo logicznie i sensownie. No właśnie, na pierwszy rzut oka, bo osobiście bym pozmianiał kolejność kilku numerów, ale to już bardziej personalna jazda, bo „zaufani znajomi” kompletnie nie mają z tym problemu. Ja też, to tylko taki mały szczegół, który w żaden sposób nie wpływa na ocenę końcową.

O wielkości archiwów z muzyką Zauchy:

Wedle moich informacji są przebogate, choć mocno rozproszone. Największe przeboje, wydanej do tej pory na płytach w oficjalnym obiegu, to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wiele albumów, winyli czy singli dopiero czeka na profesjonalne wznowienie, a w samych archiwach radiowych, telewizyjnych i u osób prywatnych znajduje się łącznie ponad 200 utworów, z których tylko część doczekała się publikacji. Wielką pracę przy odkopywaniu i porządkowaniu tego archiwum wykonują Janusz Szrom (jazzman planujący wydać songbook Zauchy, czyli wielotomowe wydanie wszystkich napisanych dla Pana Andrzeja utworów wraz z zapisami nutowymi) oraz Jacek Giejło (prowadzący na YouTube ciekawy kanał poświęcony twórczości Zauchy). Docierają też systematycznie do muzyków i twórców, współpracujących w przeszłości z krakowskim artystą, dzięki czemu natrafiają na wiele interesujących nagrań z prywatnych archiwów.

Najważniejsze w przypadku obydwu części jest to, że można odkryć kilka skarbów z bogatej dyskografii Zauchy. Myślałem, że jego twórczość znam całkiem nieźle, a tu zonk. Okazało się, że na oko 30-40% piosenek było mi kompletnie obcych. Udowodniła to druga część, która odsłoniła przede mną dużo rzeczy, o których nie miałem wcześniej pojęcia. I wiecie co? Za to właśnie uwielbiam mixy (check moje wywody o Test Pressing, a tutaj o TP i Proper Mag, które właśnie dało nową balearyczną kompilacją. Jak zwykle genialną).

O planach na przyszłość:

Bardzo szerokie 🙂 A w kontekście tematu, o którym rozmawiamy – dalsze popularyzowanie i upamiętnianie jego twórczości (mam nadzieję, że wkrótce będę mógł coś więcej powiedzieć, ale na razie nie chcę zapeszać 😉 plus eksploracja twórczości innych zapomnianych polskich muzyków. W pierwszej kolejności tych, którzy współpracowali z Zauchą i krzewili dobry groove.

Zastanawiam się czy panowie pokuszą się o część trzecią i jaki obiorą klucz w dobrze numerów. Magia To Ja jest zdecydowanie ciekawszym wydawnictwem od Zaufaj Sobie, przynajmniej dla mnie. Powód jest prosty: jest tutaj o wiele więcej nieznanych dla mnie numerów, które trzymają wysoki poziom. Trochę wstyd się przyznać, ale nie miałem wcześniej pojęcia o istnieniu takich rzeczy jak „Jakie Są Szanse Naszych Marzeń?” i „Szlaufik Blues”. No bywa, ale po to właśnie są takie mixy.

Poszerzanie horyzontów, wiedzy i kreowanie gustu. Panowie spisali się na medal, więc radzę sypnąć im trochę grosza. Piszcie na ten adres, zapłaćcie i czekajcie na swój digipak. Naprawdę warto.

Wielka klasa.

PS

A tak na sam koniec to mam dla was małą niespodziankę. Mam do rozdania jeden egzemplarz płyty. Dostanie go osoba, która do wtorku 21 lutego do 23:59 napisze mi w mailu propozycję artysty do kolejnych mixów Piotrka i Błażeja.

Ja już proponowałem Ewę Bem (o, Novi Singers i Piotr Figiel to też dobre tropy!), a teraz czekam na wasze opinie. Pamiętajcie o dobrej argumentacji.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.