Ale jakie Halloween?

pumpkins

Różne rzeczy przybyły do Europy ze Stanów, zarówno te dobre, jak i te złe (tak odkrywcze, że Coelho się kłania). W końcu ochłonąłem po dwóch dniach i skusiłem się, żeby podzielić się tą krótką refleksją.

Skręca mnie jak słyszę o Walentynkach, ale chyba jeszcze gorsze stany osiągam jak ktoś wspomina o Halloween. Kompletnie nie rozumiem tej idei i nigdy nie dałem i nie dam się na nią namówić. Bo jestem zły (na dobrą sprawę to jeszcze bardziej od tych, którzy się w to bawią).

Te poprzebierane dzieciaki wyłudzające fanty, kolesie zmieniające fit na jakieś zombie z filmów klasy B, kobiety same nie wiedzące po co biorą w tym udział i w ogóle absurd goni za absurdem. Stany, chociaż Wojciech Cejrowski z swojej najnowszej, skądinąd bardzo dobrej, książce Wyspa na Prerii po cichu sugeruje, że współczesna Arizona jest obrazem USA takim, jaki powinniśmy sobie wyobrazić. Nie jakieś tam Nowe Jorki, Kalifornie czy Chicago, ale prerie, kowboje, rancza i kojoty. Ja to kupuję. Mają Halloween? Pewno tak, ale to już nieistotne.

Komercjalizacja osiągnęła taki stan, że da się niemalże każdemu wkręcić dowolny szit, byleby tylko błyszczeć. Sprzedawcy zarabiający kokosy na zmanipulowanym społeczeństwie. Społeczeństwo rokrocznie wydające pieniądze na te bzdury. Interes się kręci… Odpadam, pogoń za bezpłciową modą mnie nie interesuje.

Aha, i słyszałem przy tym „święcie” doskonały dowcip. Jakże na czasie… „W Halloween przebiorę się za socjalistę. Zabiorę dzieciom chodzącym po sąsiadach wszystkie cukierki i dam tym, którym nie chciało się ruszyć tyłka z domu”. Chociaż w sumie to nawet chyba nie dowcip, a rzeczywistość…

Zdjęcie/photo: glynn424 via pixabay.com CCo

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, pijarowiec, prowokator.