Album stworzony za pomocą… oczu

To pierwsza taka płyta w historii świata.

Jakoś nigdy za bardzo nie interesowałem się francuską grupą Fonky Family i przyznam, że kompletnie nic nie pamiętam z ich twórczości. Jednak to jest ten moment, kiedy warto sobie o nich przypomnieć, a już na pewno o ich producencie, bo historia Pone jest wręcz nieprawdopodobna.

Francuz od lat choruje na stwardnieje zanikowe boczne. Kilka dni temu ukazał się jego instrumentalny projekt Kate & Me. Nie znając historii producenta zapewne dla wielu nie byłoby w tym nic specjalnego, ale mówmy o pierwszym albumie w historii ludzkości, który w całości został skomponowany i zmiksowany za pomocą oczu.

Więcej o projekcie przeczytacie na Rapie Francuskim, natomiast gdybyście chcieli poczytać o Pone to odsyłam pod ten link. Oczywiście zachęcam. Niesamowite, kibicuję mocno i zabieram się za odsłuch.

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

3 komentarze

  1. No, Fonky Family zawsze na propsie. Pierwszy album „Si dieu veut…” (Jeśli bóg chce) to absolutny klasyk z Marsylii – to jest ten „francuski rap”, który dużo ludzi w Polsce pokochało pod koniec lat 90. Rzewne smyki na podkładach, szybkie, uliczne nawijki. Klimat jak IAM z tamtych czasów. Jak pisał Eldo w książeczce do „Świateł miasta” w komentarzu do „Nie ma czasu pomyśleć” – takie mieli inspiracje przy produkcji tego kawałka. Eldo wtedy był dużym fanem francuskiego hip-hopu.
    Drugi album „Art. de rue” (Sztuka ulicy) był nowoczesny (i widać, że zainspirował np. taki teledysk Fenomenu – „Ludzie przeciwko ludziom” 😉 co wiele osób odebrało negatywnie. Jednak produkcja dobra, polecam.
    Trzeci, i ostatni album, „Marginale Musique” już słabo wypadł. Był tarcia w zespole, każdy od lat miał karierę solową i ciągnął w inną stronę. Nie ma tej chemii jak na – zwłaszcza – pierwszej płycie. Ale wiadomo, że najlepszy artysta to głodny artysta 😉

    P.S. Najlepsze zapoznanie się z muzyką Fonky Family – rewelacyjny utwór z pierwszego soundtracku „TAXI” – „L’amour du risque” (Miłośc do ryzyka). O to wtedy chodziło w rapie francuskim, dlatego tego zaczęliśmy słuchać.

    P.S2. Pozdro dla Tymka i szacunek za 20 lat prowadzenia „Rap francuski.pl”. Kiedyś się tam dużo udzielałem, forum było bardzo aktywne – dużo dyskutowaliśmy, tłumaczyliśmy teksty, wymienialiśmy się utworami. To se ne vrati 😀

    1. Dzięki za długi, merytoryczny i przede wszystkim bardzo ciekawy komentarz. Mi jakoś nigdy za specjalnie nie było po drodze z francuskim rapem, znam kilkadziesiąt płyt (i prędzej 50 niż 90), ale to ten sam casus co z niemieckim – u mnie to wymaga czasu. Nawet nie chodzi o barierę językową – tego wszystkiego jest za dużo.

      1. Dzięki za miłe słowa. Muszę się zrewanżować, bloga czytam od lat (jeszcze w starej odsłonie, były wtedy fajne dyskusje w komentarzach pod niektórymi wpisami, pamiętam jedną dłuższą o WWO i Sokole). Szacunek za dużo pracy i za szerzenie dobrej muzyki. Czytam wpisy i tutaj i na Instagramie. Nie zawsze komentuję – jedynie wtedy, kiedy widzę że coś można dodać od siebie.

        Jasne, że za dużo wszystkiego. Też się zatrzymałem ileś lat temu i nie jestem na bieżąco – nowe rzeczy znam jedynie „na wyrywki”. Czasu mniej, bowiązków więcej. Życie. 😉

Zostaw odpowiedź