10 wniosków po Kempie

hip hop kemp logo

Od zakończenia Kempa minęło już trochę czasu i może by wypadało podzielić się kilkoma refleksjami na ten temat. Tak się składa, że można to zrobić w dwóch miejscach.

Trochę więcej o festiwalu możecie przeczytać na Rytmach, tutaj zostawiam tylko 10 najważniejszych rozkminek, które w kontekście całości wydają się być tymi najbardziej kluczowymi. Poza tym wszystko na bieżąco relacjonowałem na Twitterze oraz instagramowym stories, w związku z tym zachęcam do polajkowania profili, tak na przyszłość.

Nie przedłużając – zaczynamy.

1. Dwa razy J, czyli Jehst i Jigmastas

Królewski underground, który zaowocował prawdopodobnie dwoma najciekawszymi dla mnie, może i nawet najlepszymi (!!!), koncertami. Esencja takiego rapu, jakiego już w zasadzie nie ma, a jeśli jeszcze istnieje to jest przeznaczony dla 14 osób na świecie, które niedługo słuchać go już nie będą, bo przesiądą się na wątpliwej jakości adult contemporary (nie obrażając oczywiście gatunku). Specyficzny, szorstki, z dala od blichtru, ale przede wszystkim prawdziwy, cokolwiek to w tej subkulturze znaczy.

2. Dający radę Anderson .Paak i…

Miało być dobrze i po prostu było. Momentami – imponował.

3. … niewiele mu ustępujący Machine Gun Kelly

Po tym typie nie spodziewałem się niczego, ba, miałem nawet w ogóle na to nie iść, bo po co? Jednak poszedłem i gdybym tego nie zrobił to bym żałował. Świetne show, warte wydania dużych pieniędzy. Tak jak u koleżki wyżej – zapamiętam na długo. Pozdrawiam również Asher Rotha.

4. C.L., co żeś ty mi uczynił?

Pete Rock prowadził ten koncert, nie ma się co oszukiwać. C.L. Smooth był tylko statystą i to w dodatku takim, który chyba pomylił miejsce akcji, bo takie odnosiłem momentami wrażenie. Cały występ na plus, ale tylko dzięki Soul Brotherowi, który bardzo sprytnie żonglował klasycznymi kawałkami duetu jak i tymi, dzięki którym one powstały.

5. Eskaubei i kwartet Tomka Nowaka

Ich jako jedynych z Polski chciałem po prostu zobaczyć i nie zawiodłem się ani trochę. Szkoda tylko, że audytorium nie dopisało, bo liczba ludzi mieszcząca się w przedziale 100-200 osobników to trochę nietakt towarzyski, ale z drugiej strony warto się przyjrzeć okolicznościom: godzina 17 nie sprzyja nigdy koncertom na dużych festiwalach publiczność, podobnie jak Ćwielongowi do grania w piłkę.

6. Reszta polskiej ekipy

Oxon, autor Supermocy, i jego kompan Revo zagrali świetnie. Moje no. 2 u naszych rodaków. A reszta? Po prostu „była”, przynajmniej ta część, na której byłem, bo o np. Małpie wypowiadać się nie mogę. Nie widziałem. Fajnie było też zobaczyć choć przez chwilę Szpilersów.

7. Zawody

Wiecie jak się cieszyłem, że będzie EPMD zamiast Method Mana? Na wyrost, kompletna klapa, ale sam Reggie bardzo dobry. Dużo minusów koncertowych nie było, ale szkoda na nie mojego i waszego czasu.

8. Średnia organizacja

Przeciętność bijąca na tym polu rzuciła mi się w oczy niemalże od razu. „Stewardzi” średnio poinformowani („nie wiem”, „nie widziałem”), część z nich nie mówi w ogóle po angielsku, ale w jakiś tam sposób dało się z nimi dogadać w naszym języku. Połowa też raczej nieuprzejma, ale na to biorę poprawkę, bo też bym się wkurwiał widząc taką ilość naćpanych jegomości. Ech. Na polu prasowym, na którym miałem okazję spać, kontakty były dostępne tylko w jednym miejscu – w centrum prasowym (chyba że o czymś nie wiedziałem?). Słabo to wyglądało, przynajmniej dla mnie, czyli osoby która musi być pod prądem i to wcale nie alkoholowym…

9. Jedzenie i picie

… bo upić się tam ciężko, ale nawet nie warto, szkoda czasu i pieniędzy na Budweisera średniej jakości, o którym można co najwyżej powiedzieć, że był pijalny. Drinków nie brałem żadnych, także nic nie wiem na ten temat, a opinie postronnych mnie nie obchodzą pod tym względem. Co z jedzeniem? Dużo lepiej, bo takiej ilości foodtrucków nie widziałem na żadnym festiwalu nigdy wcześniej (zachowując odpowiednie proporcje co do wielkości eventu). Połowa to langosze i burgery? Trudno, następnym razem polecam „Restaurace U Letcu”, która znajduje się jakieś 1,5 km na południe od terenu festiwalu.

10. 2017?

Zasadniczo, jak Zdzisław Dyrman: czy będę za rok? Jeśli czas pozwoli to jak najbardziej, bo wrażenia, które pozostały po tej edycji są pozytywne. Do ideału daleko, ale mnie zawsze ciężko zadowolić.

kemp 2016

Udostępnij
Dawid Bartkowski

Dawid Bartkowski

Bloger, pismak, krytyk, prowokator, pijarowiec.

4 komentarze

Zostaw odpowiedź